Showing posts with label wolny rynek. Show all posts
Showing posts with label wolny rynek. Show all posts

Friday, 8 July 2011

Hiperkryzja 2 - rzecz o logice socjalistycznej.

Drogi i ewentualny Czytelniku,

przede wszystkim pragnę Cię na wstępię gorąco przeprosić za moją niemal 3 tygodniową nieobecność. Spowodowane było to niezwykle wyczerpującym biznes tripem z którego wróciłem dopiero dnia wczorajszego, a jakby tego mało coś mnie jeszcze użarło w noge i nie wygląda to ogólnie za dobrze. I to w dodatku na 5 dni przed powrotem do Polski!!

W każdym razie miesiąc bierzący podejrzewam będzie dość ubogi w nowe posty jako iż już dziś wyjeżdżam w następną trasę z której wrócę pradopodobnie parenaście godzin przed moim wylotem. A jako że w Polsce spędze jedynie 2 tygodnie po czym wyruszę na miesiąc do anglii wysoce prawdopodobne jest iż wpadnę w nieprzerwany ciąg alkoholowy. A zgodnie z moją zasadą  piłeś - nie pisz, mogę nie znaleźć czasu na coś sensownego.

W każdym razie w dniu dzisiejszym chciałem zwrócić tylko uwagę na kolejny, niesamowicie wręcz rażący w oczy przykład Socjalistycznej Hipokryzji. Otóż właśnie przeglądając sobie mój ulubiony Onet.pl natrafiłem na jak zwykle kretyński artykuł pod tytułem "Aborcja na Telefon"

http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/aborcja-na-telefon,1,4783570,kiosk-wiadomosc.html

nie chcę dziś zajmować się sprawą aborcji - jest to temat dość obszerny, niezwykle skomplikowany moralnie i zdarza się iż mocno dzieli nawet wyznawców idei konkerwatywno liberalnej (w tym i mnie). Ogólnie rzecz biorąc ludzie naszego pokroju uznają iż aborcja to po prostu morderstwo i tyle. Dlaczego jest tak a nie inaczej postaram się wytłumaczyć w osobnym poście. Muszę też jednak zaznaczyć iż jest to jedna z ważniejszych kwestii dla mnie osobiśćie, gdyż ja, w odróżnieniu od większości moich kolegów kolibrów, uznaję pewne odstępstwa i w sytuacjach zagrożenia życia bądź zdrowia matki zakładam wyższość życia kobiety nad życiem nienarodzonego dziecka i zostawiam tu wybór podjęcia decyzji matce/ojcu dziecka. Jednakowóż stosowanie aborcji jako środka antykoncepcyjnego jest absolutnie nieakceptowalne i powinno być surowo karane. Ale jak, kogo i dlaczego - patrz osobny post.

W każdym razie - wracając do artykułu i kwestii hipokryzjii, proszę zwrócić uwagę na argumentacje bojówek socjalistycznych, (czyli wrogów gatunku ludzkiego), za opowiedzeniem się po stronie legalizacji aborcji:



"W odpowiedzi zwolennicy pro-choice zorganizowali przed Sejmem wystawę "O prawo do godności"*, na której przekonywali, że jedyne, co obecnie wynika z zakazu przerywania ciąży, to wzrost podziemia aborcyjnego oraz turystyki aborcyjnej."


*Prawo do godności - w ujęciu socjalistycznym to prawo do walenia się bez opamiętania z kim popadnie bez stosowania środków antykoncepcyjnych, przerywane okazjonalnym rozwalaniem nóg w gabinecie ginekologicznym, celem wyskrobania kilkutygodniowego dziecka z własnych narządów rodnych. Zabieg ten umożliwia swobodne podjęcia dalszej niezaburzonej nadaktywności seksualnej z partnerami wszystkich płci - marketing officer et al.


Proszę państwa - niech mi teraz ktoś to wytłumaczy. Jeśli my używamy tych samych argumentów (czyli wzrost przestępczości, czarnego rynku, "turystyki narkotykowej" itp itd) w odniesieniu do legalizacji narkotyków, broni, zmniejszenia akcyz na paliwo, alkohol czy papierosy, popierając to Wolną Wolą człowieka, prawem do wolności, odwiecznymi zasadami "Chcącemu nie dzieje się krzywda" oraz "Nie ma Zbrodni bez Ofiary" to te bezczelne komunistyczne sukinsyny mają czelność oskarażać nas o popieranie morderstw, przestępczości i narkomanii. Ale jak oni używają DOKŁADNIE tych samych, oczywistych zresztą,  argumentów w odniesieniu do mordowania małych dzieci - to już jest cacy.

A dlaczego oczywistych? Ot, proszę spojrzeć:

Polska ma jedną z najbardziej surowych ustaw aborcyjnych w Europie. Bardziej restrykcyjne prawo mają tylko Irlandia i Malta, gdzie przerywanie ciąży jest całkowicie zakazane. Ale jeśli wierzyć danym nieoficjalnym, liczba aborcji w Polsce jest mniej więcej taka jak w Rumunii czy we Włoszech, gdzie przerywanie ciąży jest dopuszczalne ze względów społecznych (według oficjalnych danych przeprowadza się tam ok. 120 tys. zabiegów rocznie).

Polska ma również jedną z najbardziej restrykcyjnych (jesli nie najrystrykcyjniejszą!) ustaw o posiadaniu broni i narkotyków. Co więcej - jesteśmy również jednym z tych krajów który marnuje najwięcej pieniędzy na "kampanie społeczno informacyjne przeciwdziałające patologiom społęcznym". Tak jakby bilbord za 20 tysięcy miał kogokolwiek odstraszyć od mordowania własnych dzieci...


No ale fakt - nikt nigdy nie twierdził że socjalizm jest logiczny...

pozdrawiam,
Marketing Officer, Indie

Ps. Przypominam również iż działa łątwy do zapamiętania alias strony :

WWW.ANTYJAREK.PL

Serdecznie zachęcam do rozpropagowywania go na wszelakich forach, w komenatarzach, czatach oraz wśród znajomych. Thank you from the mountain!!

Tuesday, 21 June 2011

Co tam w Unii piszczy! cz 1.

Drogi i Ewentualny Czytelniku,


jak zapewne wiesz aktualnie przebywam na innym kontynencie i obserwuje sobie z perspektywy trzeciej osoby co tam się w tej naszej Europie dzieje. Otóż tak po krótce to burdel.


Euro już praktycznie jest martwe. Wprawdzie w przeciągu miesiąca jeszcze uda im się wpompować ładnych pare miliardów (nieważne ile, ludzie i tak nie radzą sobie z cyframi większymi niż koszt zakupów nowego telefonu - poza tą granicą rozpoczyna się abstrakcja) w Grecje - i prawdę mówiąc bardzo się cieszę, bo mi ten śródziemnomorski trup cholernie kursy akcji ciągnie w dół. Ale jak tylko sytuacja się uspokoi to radze powolutku realizować zyski z inwestycji i przenosić się koniecznie na pewne aktywa tj. złoto srebro, biżuteria, nieruchomości. A jak koniecznie chcecie panstwo zostac przy walutach to prosze zwrócić uwagę jak ostatnimi czasy wzrósł nam kurs franka szwajcarskiego. Państwo sobie nie zdają nawet sprawy co to spowodowało. Bynajmniej niie "spadek wartości złotówki" (bo akurat wzrosła) ani też "brak reakcji rządu". W ogóle oskarżenia pismaniaków iż "Rząd powinien był obniżyć kurs CHF" są żałosne (no bo jak niby kuźwa?). Jak zwykle zresztą.


Otóż proszę państwa, ostatnio taki wzrost wartości CHF zanotowalismy w roku 2009. Zaraz przed pękniecięm tego BANIAKA spekulacyjnego. To ciężko aż sobie wyobrazić o jakich ilościach pieniędzy my tu mówimy, które zostało przetransferowane do franka szwajcarskiego. Nie dlatego że daje nadzieje na zysk. On daje jako taką gwarancje na brak straty.


Niestety teraz, dzięki ponownemu wpompowaniu niebywałych ilości pieniędzy w gospodarki, dodruku tak ogromnych ilości mamony oraz zniszczeniu gospodarek europejskich dofinansowaniami jesteśmy na skraju przepaści. Wszystkie fundusze inwestujące w waluty, poważni, liczący się na rynku gracze uciekają ze strefy euro aż się kurzy. Wszyscy machinarze, bankowcy, euro politycy, magnaci i Elyta wiedzą dokładnie co się święci i lokują swoje ciężko ukradzione oszczędności gdzie indziej. Tylko prosty cięzko pracujacy europejczyk nie ma za bardzo jak uciec. Bo raz że jego oszczędności są już dawno w posiadaniu wyżej wymieniionych, to jeszcze on swoją marną pensje dostaje w euro. To jak on ma od tego niby uciec i gdzie, jak już się euro towarzysze postarali żeby wszędzie było jednakowo drętwo?


Ja bardzo serdecznie zachęcam wszystkich do zapoznania się z moim postem pt. "Jak się robi pieniądze". Z tego oto tekstu można się m.in. dowiedzieć iż pieniądze w dzisiejszych czasach nie mają żadnego pokrycia i można je sobie drukować w zależności od zapotrzebowania czy ogólnego widzimisie niemiłościwie nam panujących. Wartość pieniędzy tkwi w tym iż ludzie jeszcze wierzą ze one jakąś tam wartość mają. Im więcej wiary - tym większa wartość. Im wiary mniej - tym wartość niższa. Troche jak z kościołem (pewnie dlatego się mówi że pieniądz to religia XXI w).


Jeden z moich czytelników, Pan Łukasz, podrzucił mi był wczoraj pewien obrazek z Wczc. bloga Sz. pana Roberta Gwiazdowskiego. Proszę rzucić okiem :


Wykres ten przedstawie mniej - więcej ilość pieniądza na rynku w poszczególnych latach.  Sam proces zwiększania się tej ilości nie jest zły - jest nawet pozytywny. Jako iż społeczeństwa się bogacą, zwiększa się nasz dobrobyt, potrzeba narynku takiej ilości pieniędzy która by tą wartość dóbr równoważyła. Jednak jesli pieniędzy na rynku jest zbyt dużo dochodzi do Inflacji (od ang - inflate - pompować) czyli przepompowania ilości mamony w gospodarce (znów odsyłam do postu pt. "Jak się robi pieniądze"). Dlatego też ilość pieniędzy musi być w pewie sposób regulowana. W normalnych czasach zajmuje się tym rynek - czyli nikt i wszyscy zarazem.


W nienormalnych za to zajmują się tym Ci którzy mają interes w machinacjach - czyli politycy, bankierzy i Elyta. Jak to się kończy? Otóż proszę popatrzeć na wykres i użyć głowy: jak idzie zauważyć w roku 2009  ilość mamony na rynku zwiększyła się niemal dwukrotnie. I nie znaczy to bynajmniej że nagle Apple wydało wszystkie modele Iphonów od generacji 3 do 50, odkrylismy technologie do podróży w czasie czy skonstruowano perpetum mobile. Nic z tych rzeczy. Spowodowane to było nagłym wpompowaniem przez FED w gospodarkę USA 3.4 biliona dolarów (bilion czyli tysiąc x tysiąc x tysiąc x tysiąc!! lub milion milionów bądź tysiąc miliardów!!!!). Skąd to wzieli? A no z dupy. Piszesz na komputerze cyfre, wcikasz enter i już jest. Banał.


Ta mała fluktuacja na koniec 2009 roku to właśnie nasz kryzys, wywołany między innymi, lecz bezpośrednio przez tą zbrodniczą operacje, i po to by zredukować nieco podaż pieniądza na rynku, przez zagrnięcie jej do prywatnych kieszeni. Następnie jak pamiętamy by zahamować skutki kryzysu, pan pożałowania czci godny Bardak Jednoma, podpisał tzw. Bail-out plan, który miał uzdrowić gospodarke - wpompowaniem kolejnych 2 bilionów dolarów! Jak to się skończyło to doskonale widać. Znaczy widać ale nie jest to dla wszystkich widoczne najwidoczniej. W każdym razie jest sajgon.


No bo Proszę państwa - pacjentów z Nowotworem nie leczy się przeszczem nowych nowotworów tylko poprzez wycięcie istniejących!


Ja tylko przypomnę, zgodnie z zasadą popytu i podaży im więcej pieniędzy na rynku tym mniejszą mają one wartość. Jesli ktoś zwiększył podaż (ilość) pieniądza  na rynku dwukrotnie suma sumarum okradł nas z połowy oszczędności!

A my nienauczeni doświadczeniem dalej pompujemy miliardy w Grecje. Znaczy nie my. My już nauczeni jesteśmy. Co najlepsze ONI to są dopiero wyśmienicie nauczeni doświadczeniem! Bo za pierwszym razem to coś tam przez pierwsze pare dni wołali do Czarnego Brata żeby nie pompował bo gospodarke zajedzie. Nawet Unia Europejska ostrzegała. No ale już dwa dni potem się zrehabilitowali. Teraz jakby ich zapytać skąd ta nagła zmiana decyzji po dwóch dniach to odpowiadają "Oj tam, Oj tam, czepiasz się".Po tym jak się zorientowali ile kasy nakradli za oceanem to i u nas Bail Out okazał się niezbędny. Tym razem już sie nie zastanawiają. Skoro i tak to wszystko musi jebnąć to trzeba kraść ile wlezie. Według najlepszych prognoz dalsze pompowanie pieniędzy w Grecję da nam możę pół roku, mozę rok spokoju. O tym że następnej w kolejce Hiszpanii już się nie da uratować wiedzą wszyscy.

Euro musi upaść. Nie ma już odwrotu. Ale akurat to mnie nie martwi.

Martwi mnie co innego - mianowicie cała ta pomoc finansowa ma drugą, bardzo ciemną stronę. Otóż tak naprawdę rozdawanie pieniędzy za darmo to nie żadna pomoc tylko wybitnie okrutny ale i skuteczny sposób na wyniszczenie gospodarek.

Czytałem kiedyś taką niesamowicie interesującą książkę opisującą tzw Supply Chain (czyli całkowity proces powstawania danego produktu od zera) dla zwykłych bawełnianych koszulek. Nie wiem czy jest to przełożone na język polski jednak oryginalna nazwa to "The Travel of the T-shirt in the Global economy". Otóż jeden z ostatnich rozdziałów tej książki przedstawiał ostatni etap życia tyche T-shirtów. Wielkie koncerny organizowały zbiórki używanych ciuchów, pakowały je w kontenery i wysyłały do Afryki i Azji, gdzie tamtejsi murzynowie wykorzystali je do uszczelniania chatek, produkcji lin oraz podcierania du*py. I wszyscy byli szczęsliwi - europejczycy umocnili się duchowo pomagając biednym, murzyni mieli się czym podcierać a Wielkie Korporacje Wytłukły Miejscową Konkurencje. Bo po co komu robić koszulki jak wszyscy mają je za darmo.

Z pewnością każdy z nas zna te opowieści o ludziach którzy wygrali fortune w Toto Lotka i bawiąc się przednio przehulali wszystkie pieniądze przez rok, narobiwszy sobie przy okazji straszliwych długów. Otóż zła wiadomość - to działa również w skali makro. Poprzez wszelakiego rodzaju dopłaty gospodarki europejskie są praktycznie zrównane z ziemią. Ale żeby to chodziło tylko o gospodarki to jeszcze pół biedy. Najgorsze jest że dopłaty zniszczyły najwazniejsze wartości jakie my europejczycy przez tyle lat w sobie wykształciliśmy - ciężką pracę, rywalizację, uczciwość, męstwo, rycerskość, sprawiedliwość. Zostawiając w zamian specjalistów od wypełniania wniosków, oszustów i konfidentów podatkowych, mężczyzn zamieniły w małe pizdy chowające się za fartuszkiem związków zawodowych a zamiast sprawiedliwości mamy Sprawiedliwość Społęczną!


UE zabiła Ducha w europejczykach. Stworzyła z nas cywilizacje małych zastraszonych dziewczynek co zamiast wziąśc się do roboty to Głosują w wyborach żeby ktoś inny na nich nich robił (a co, demokracja to najlepszy ustrój jaki znamy nie?) albo wypełniają wnioski o dotacje. Takich Pizd co boją się oddać jak im ktoś wymierzy cios w twarz i padają na kolana przed każdym kto tylko napomknie o dyskryminacji sexualnej czy rasowej.

Jak uderzą Cie w policzek to nadstaw drugi - Mawiał Jezus Ch. Niestety tak postepować mogą tylko małe dzieci albo starcy. Młoda Europa nie była dziewczynką - młoda Europa to był wykształcony mężczyzna w pełni sił. Młoda Europa rządziła światem, miotała hindusami, chińczykami, japończykami etc. Stara Europa klęka na kolana i ssie pokornie Gejowską propagande. Ale i to się ukruci. Żydzi mieli się najlepiej w Niemczech zaraz przed '33. I też sobie organizacje zakładali, o swoje prawa się domagali, zapisywali się do organizacji żydowskich. A jak przyszli nazisci to mieli od razu gotowe listy obecności porobione.



Ja chce tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz. Proszę państwa myśmy przez te wszystkie lata ostrzegali - tamowanie ludzkich odruchów patriotycznych, terroryzowanie ich pod jarzmem politycznej poprawności, rasizmu, dyskryminacji homofobii i całej tej nowomowy musi w końcu pęknąć. I pęka!

Jakoś żadna z reżymowych TV ani nawet praktycznie reżymowy ONET nie relacjonowali sytuacji z ostatnich wydarzeń w grecji czy hipszanii! Tysiące demonstrantów wyszło na ulice chcąc obalenia rządów socjalistów, nieraz mniej socjalistycznych niż rząd wielce nieczcigodnego Donalda T.

Druga sprawa to to, że w momencie gdy Grecja próbowała przeprowadzić cięcia budżetowe, tysiące bandytów ze związków zawodowych wyszło na ulice, paląc, rozbijając i niszcząc, w proteście przeciw planom oszczędnościowym i nie pozwalając parlamanetarzystom na rozpoczęcie sesji. Proszę państwa - ONI tam w grecji dalej czekają na te pare miliardów, ONI dalej chcą sobie jeść hasać i popuszczać pasa przez nastepne pare miesięcy. Nic tego nie zmieni. Grecja to trup. Koniec kropka. Najlepszy dowód tego to to że zamiast do tych bydlaków strzelać, żeby kraj ratować to oni się pochowali i odwołali obrady. I ŻADNA telewizja w Polsce tego nie pokazała! Bo ONI się drodzy Państwo BOJĄ. Oni się BOJĄ jak nigdy dotąd że ludzie wyjdą na ulice i ich powieszą wszystkich na latarniach. Bo oni wiedzą że to już nie jest PRL - że żaden żołnierz nie będzie strzelał do tłumu po tym jak widzielismy co nasz Rząd zrobił z milicjantami strzelającymi do solidaruchów pod kopalnią wujek. Ich już nie ma kto bronić! A że my mamy we krwi samosądy to nikomu tłumaczyć nie trzeba.

koniec cz. 1


pozdrawiam,

Wednesday, 15 June 2011

Podręcznik Ruchu Drogowego w Indiach cz. 2 (o mały włos ostatnia)

Drogi i Ewentualny Czytelniku,

Jak ja się cieszę że Cię widzę (ewentualnie)!

Oto dziś stało się to, co stać się w końcu musiało - zaliczyłem wypadek drogowy w Indiach. Na całe szczęście tym razem to nie ja byłem kierowcą. No ale od początku.

Jak zapewne wiesz od paru dni przebywałem na sesji wykwitnych obiadów, suto zakrapianych imprez i 5 gwiazdkowych hoteli na koszt firmy, zwanej z języka amerykańskiego "business trip". Jako iż z pewnych względów musieliśmy dzisiaj wrócić do bazy głównej wcześnie z rańca zapakowaliśmy się w auto (toyota avensis sedan silnik ileśtam i tyle też zaworów) i wyruszyliśmy w dość długą, bo ponad 500 km trasę. Po przejechaniu jakiś 300 km dotarliśmy do odcinka autostrady łączącej Delhi i Chandigarh i po opłaceniu stosownego myta ruszyliśmy w dalszą drogę. Jakieś 20 km później znaleźliśmy się w następującej sytuacji:


Pojazd oznakowany jako A to ja, z kolei pojazdem B poruszał się pewien wąsaty idiota o którym szerzej za chwile. Aaa i te małe różowe kropki to skutery, rowery i riksze. W każdym razie jak widać wyraźnie na rysunku pojazd A, czyli ja, porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym z prędkością ok 60 km/h (przy ich stanie dróg i natężeniu skuterów to tak jakby jechać traktorem 480 km/h po orance, ale mniejsza w to) natomiast pojazd B, jak sie chwile pozniej przekonalem, chciałby dostać się do tej piaszczystej polnej drogi znajdującej się po lewej stronie. Jak się później okazało według miejscowych kretynów - strużów prawa, miejsce w którym sie znajdowaliśmy to skrzyżowanie....

W każdym bądź razie gdy bylismy w odleglosci jakis 10 m od tej przerwy w betonowym płocie oddzielającym dwa pasy jezdni, ten wąsaty pleśniak nad wyrost nazywany kierowcą pojazdu B, ni to z dupy ni z pietruchy włączył klakson i WJEBAŁ nam się przed maskę. Wyglądało to mniej więcej tak:


Podobno ludziom w takich momentach całe życie przelatuje przed oczami. Mi nie przeleciało. Po prostu powiedziałem sobie pod nosem "kurwa ci mać" i klasnąłem w dłonie. Przynajmniej tak mi sie wydaję bo następne co się wydarzyło to:


No serio nie wiem co było potem, pojęcia nie mam. Jako że nie mam ogólnie w zwyczaju zapinania pasów to trochę mną pozamiatało po całym obitym miękką skórą wnętrzu. W każdym bądż razie jak już się ocknąłem to się skapnąłem że chyba z autem jest nieciekawie bo przód był jakoś dziwnie zawinięty do góry a poduszka kierowcy wystrzelona w piździec wraz z zagłówkiem fotela. Swoją drogą sam fotel był jakoś dziwnie obrócony w moją stronę. No i brakowało też kierowcy...

Jako że z moimi drzwiami było wszystko w porządku to wygramoliłem się na zewnątrz i wtedy dopiero zauważyłem ogrom destrukcji i fakt że krew mi kapie z głowy jak z węża strażackiego. Okazało się to na szczęście tylko niegroźnym rozcięciem które załatwiłem tymi plastrowymi szwami znalezionymi w apteczce, ogólnie wyszedłem z tego bez szwanku. Co innego kierowca - tak mu sie ciśnienie podniosło że nawet nie zauważył że wskutek zderzenia połamał kości w stopie i tak przypieprzył ręką w szybę że złamał chyba z 50 kości w nadgarstku. Jednak w owym momencie wydawało się  to mieć dla niego powiedzmy drugoplanowe znaczenie. Kolega z wyrazem mordu na twarzy i kluczem do zmieniania kół w ręku, pokuśtykał w stronę tego wąsatego bęcwała co nam wyjechał na drogę i  w sumie zamiast sprawdzić czy wszystko z nim w porządku to zaczął napier**dalać mu tym kluczem po dachu. Co najlepsze dla 15 tys zgromadzonych w około ludzi sytuacja wydawała się być jak najbardziej normalną. Ja niestety przez najbliższą godzinę, czyli do czasu aż przyjechała policja, za którą jedynie15 minut później, pogotowie, nie miałem najmniejszego pojęcia o co biega.

Dopiero łaskawy pan Sztabowy w turbanie wyjaśnił mi łaskawie iż "wygląda na to iż nie ustąpiliśmy pierwszeństwa temu wąsatemu hu*jowi". Który to, notabene, jak tylko mój kierowca zorientował się, że ma kilkanaście kości więcej niż dotychczas i musi się prędko ewakuować na pobocze, zaczął bezwłocznie drzeć na mnie morde w jednym z 16 milionów tutejszych dialektów, którego akurat przypadkiem nie rozumiałem. No co za debil to naprawde... Aż żałuje że nie pozwoliłem mojemu driverowi go tym kluczem zaciupać.

W każdym razie pare minut później przyjechało pogotowie, ale jak już zdałem sobie sprawę że nic strasznego mi nie grozi to nawet nie pozwoliłem im się dotknąć. Znam chyba z 10 osób co trafiły tu do szpitala z zatruciem żołądkowym a wyszły po 3 tygodniach z żółtaczką typu B. Niestety, nie udało mi się uratować mojego kierowcy i zapakowali go do tego tutejszego odpowiednika Nysy i tyle go widziałem.

No ale żeby było śmieszniej czekała mnie jeszcze jedna rozmowa z kretynem policjantem i tym wąsatym kapuśniakiem - (daj Bóg na niego wszelkie plagi egipskie ześle).

Podsumowując - nie wiem jak oni do tego doszli, ale ustalili że to była NASZA WINA!!! Mieliśmy świadków mówiących że koleś nam się dosłownie wbił pod maskę w ostatniej sekundzie. Nic nie przegada. Korronym argumentem było to że ten wąsaty kapucyn Włączył Klakson. A jak włączył - to H*j, trzeba ustąpić żeby nie wiem co. Zwłaszcza na skrzyżowaniu.....

Dlatego też pamiętaj, Mój Drogi i Ewentualny Czytelniku - nigdy nie podważaj mocy KLAKSONU!!

ps. Oczywiście się z tak poronionym wyrokiem nie zgodziłem i sprawa trafi do sądu. I'll keep u updated!

pozdrawiam,
Marketing Officer, Indie

Tuesday, 14 June 2011

I jeszcze jedna małą prośba...

Drogi Ewentualny Czytelniku,

wygląda na to iż Nowa Prawica podchodzi do zbliżających się wyborów na serio*, także zgodnie z tym co obiecałem, zamierzam aktywnie się do tego przyłączyć. Jako iż do Ojczyzny zjeżdżam dopiero za miesiąc to jedyne co mogę teraz zrobić to prosić Cię, Mój Drogi i Ewentualny Czytelniku o "polubienie" oficjalnego profilu Kongresu Nowej Prawicy na Facebook'u :

http://www.facebook.com/KongresNowejPrawicy

Na chwile obecną brakuje nam jedynie 300 kliknięć by pobić Nazistów (narodowych socjalistów) z PiS'u!! Do klikania!


* czy to tak na serio to nie jestem przekonany. Ostatnio zwróciłem uwagę na fantastyczne wliczenia jakiegoś czopka z zarządu KNP typu ""tyle i tyle osób skseruje plakat tyle i tyle razy to trafimy do 10 mln osób". No skoro Nowa Prawica chce kogokolwiek zachęcić do oddania nań głosu skesorwanym, byle jakim plakatem, to ja sie musze jeszcze chyba mocno zastanowić...

w każym bądź razie...

pozdrawiam,
Marketing Officer, Indie

Monday, 13 June 2011

Odyseja komiczna 2032

Niedroga i banalna Gazeto Wybiórcza,

nazywam się Robert Biedronka i chciałbym się podzielić z Tobą i twoimi czytelnikami następującym problemem...

Otóż, od jakiegoś roku jestem w szczęsliwym związku partnerskim z moją najukochańszą kozą Elżbietą. Jest to cudowna kobieta o niesamowitych, hipnotyzujących różkach, fantastycznej bródce i kopytkach za które dałbym się posiekać. Jesteśmy razem niezwykle szczęśliwi i zdecydowaliśmy się iż w tym roku będziemy starać się o dziecko. Niestety, jako iż Elżbieta przeszła ciężką operację usunięcia jajników zmuszeni byliśmy szukać surogatki. Na całe szczęście nasza znajoma klacz zgodziła się udostępnić nam swoją macicę na najblizsze kilka miesięcy także, jeśli jeśli Bóg pobłogosławi, już niedługo nasza małą rodzinka się powiększy. Zgodnie z tym co powiedzieli nam lekarze największe szanse zapłodnienia mamy stosując metody naturalne, także prawdę mówiąc jestem nieco podekscytowany. Nie o tym jednak chciałem mówić.

Odkąd nasi sąsiedzi, (którzy podają się za tradycjną, katolicką rodzinę homosexualną!) dowiedzieli się o prawdziwych stosunkach łączących mnie i moją kozę doświadczyliśmy wielu, niezwykle krzywdzących aktów agresjii i Zoofobii. Wielu z nich wyzywa nas od pedałów, zoofilów, często przynoszą pogardliwie pęczki pietruszki, szczypiorku i rzodkiewki dla mojej żony Elżbiety, a ich adoptowane dzieci bezczelnie głaszczą moją żonę po bródce, i to nierzadko w miejscach publicznych!! Co więcej - nie dalej jak dwa tygodnie temu, właśnie gdy czekaliśmy na przyjazd autobusu do Pcimia Dolnego, podeszła do nas jakaś stara, zboczona heterosexualna kobieta  z wiaderkiem i propozycją pomocy przy dojeniu mojej najukochańszej Elżbiety!

Lecz to nie koniec, praktycznie gdziekolwiek się nie pojawimy spotykamy się z jawnymi przejawami dyskryminacji, homofobii i mowy nienawiści! Nie ważne czy to w supermarkecie (gdzie nie ma wózków dostosowanych do osób 4-kopytnych a produkty są zaprojektowane tak by nie było możliwe ich ściągnięcie bez przeciwstawnego kciuka!!), pracy (np. żona ma problemy z zalogowaniem się do swojego komputera, jako iż nie może przejść przez kontrolę czytnika linii papilarnych) czy nie mówiąc już nawet o szpitalach gdzie oficjalnie i to zgodnie z prawem (!!) jesteśmy każdorazowo bezczelnie odrzucani i odsyłani do Weterynarza (sic!!) w związku z legalnym w świetle konstytucji przepisie o zakazie wprowadzania zwierząt na teren szpitalny. Jak długo będziemy jeszcze cierpieć takie traktowanie?

Drogi redaktorze - Żyjemy w ciągłym stresie, jesteśmy bez przerwy zastraszani a policja w ogóle nie reaguje na nasze zażalenia. Społeczeństwo homosexualne nadal nas nie akceptuje - jak pokazują badania ponad 80% badanych jest przeciwna jakimkolwiek marszom równości na rzecz równouprawnienia Zoosexualistów czy nawet najmniejszym formom okazywania przez nas uczuć (!!) tłumacząc to tym, iż "dla normalnego homosexualisty pocałunek człowieka z Kozą, Żółwiem, Jeżem czy Tasiemcem jest obrzydliwy". My musimy uświadomić społeczeństwu iż Zoosexualizm nie jest "Zboczeniem" tylko jak najbardziej naturalną orientacją sexualną! Zoosexualiści przecież istnieli od zarania dziejów - proszę tylko spojrzeć na minotaura, Satyra Fauna, czy Harpie! To są niezbite dowody występowania zoosexualizmu w naturze!

Droga Gazeto Wybiórcza - zwracacm się do Ciebie, w imieniu wszystkich Zoosexualistów w Polsce o pomoc i głębsze zaangażowanie w propagowanie wartości Zoosexualnych, walkę z nietolerancją, Zoofobią i dyskryminacją! Połóżmy wreszcie kres okrutnej mowie Nienawiści! Niech zapanuje wreszcie NORMALNOŚĆ!!

z poważaniem Rober Biedronka!

Ps. Załączam zdjęcie małżonki:



Sunday, 12 June 2011

Abonent jest poza zasięgiem.

Drogi Ewentualny Czytelniku,


od kilku dni przebywam na dość ważnej wyprawie biznesowej, z tego też względu mój terminarz jest bardzo napięty. Jeśli uda mi sie zakwaterować w jakimś porządnym miejscu z dostępem do internetu postaram się wtedy naskrobać nowego posta, jednak tutaj czasem nawet 5 gwiazdkowce nie mają wireless w standardzie. Tak czy inaczej powinienem być z powrotem w przyszły piątek.

pozdrawiam,
Marketing Officer, Indie




Friday, 3 June 2011

Mordercą tygodnia zostaje:


Drogi i Ewentualny Czytelniku,

z przyjemnością ogłaszam iż w tym tygodni Szanowne Jury jako zwycięzcę w konkursie na Gwałciciela bądź Mordercę Tygodnia wyłoniłoooo.....

Pana ANDRZEJA KUCZYŃSKIEGO



W uzasadnieniu wyroku Jury nadmieniło iż:

 "ze względu na wybitnie prosty ryj, graniczący z wiejską mordą, oraz wyjątkowo tempe spojrzenie, pan Andrzej bez trudności pokonał swoich rywali pozostawiając wszelką konkurencję daleko w tyle".

Panu Andrzejowi Serdecznie gratuluje oraz pragnę przypomnieć o fantastycznych nagrodach do zdobycia w finale konkursu! Jeśli za pośrednictwem któregoś z moich czytelników uda się zlokalizować obecne miejsce przebywania pana Andrzeja, Pan Andrzej otrzyma nie tylko nowe lokum all inclusive, ale również sponsorowaną przeze mnie nagrodę dodatkową w postaci Listu Gratulacyjnego oraz świeżej puszki Paprykarza szczecińskiego. 

Jak widać więc pula nagród jest oszałamiająca także możemy się spodziewać zaciętej rywalizacji. Zachęcam więc wszystkich do wspólnej zabawy i trzymam kciuki za uczestników.

Poniżej kilka szczegółów mogących nieco ułatwić lokalizację Pana Andrzeja: 

Imię drugie: WŁADYSŁAW
Ostatnie miejsce zameldowania: , TURECKA 4/4
Rodzice: MARIATADEUSZ
Data i miejsce urodzenia: 1961-07-09,
Jednostka poszukująca: KSP Warszawa Wydział Kryminalny, 00-150 Warszawa, ul. Nowolipie 2, (22) 603-63-13 begin_of_the_skype_highlighting            (22) 603-63-13      end_of_the_skype_highlighting, (22) 603-64-10 begin_of_the_skype_highlighting            (22) 603-64-10      end_of_the_skype_highlighting, ksp.wkryminalny@policja.waw.pl, na podstawie: Art. 148 § 1 Zabójstwo - typ podstawowy
Wzrost: 166-170 CM
Kolor oczu: CIEMNE
Płeć: mężczyzna

Cechy rysopisowe:

  • INNE CECHY OSOBOWE: grupa krwi AB RH +
  • SYLWETKA: fotografia z roku 1997; wzrost 166-170 cm; zdjęcie zeskanowane; był (-a) daktyloskopowany (-a); rozmiar obuwia - 27,5 cm; oczy ciemne; mężczyzna; waga 70-89 kg; sylwetka krępa (muskularna)
  • RAMIONA / RAMIĘ: ramiona krótkie
  • WŁOSY: wąsy; włosy krótkie; włosy: uczesanie na jeża; włosy czarne
  • PODBRZUSZE: blizna(y) po ranie ciętej, strona PRAWA
  • PODBRÓDEK: podbródek z wyraźną bruzdą
  • UZĘBIENIE: uzębienie pełne
  • WARGI (USTA): wargi średnie
  • USZY / UCHO: uszy normalne
  • NOS: kolor nosa naturalny; nos średni; nos prostolinijny; koniuszek nosa opuszczony
  • POWIEKI / POWIEKA: powieki przymknięte
  • OCZY / OKO: oczy wąsko rozstawione; oczy normalnie osadzone
  • CZOŁO: czoło średnie
  • NADGARSTKI / NADGARSTEK: LOVE; zegarek; błyskawica, piorun; tatuaż rysunek, znak symboliczny, strona PRAWA; tatuaż rysunek, znak symboliczny, strona LEWA
  • TWARZ: cera czerstwa; twarz okrągła; wąsy szczotkowate


pozdrawiam,
Marketing Officer, Indie

Thursday, 2 June 2011

Traktujmy ludzi jak zwierzęta!!

Drogi i Ewentualny Czytelniku,

wakacji nadszedł kres, czas wrócić do pracy. I jak to zazwyczaj po wakacjach bywało nowy okres szkolny rozpoczynaliśmy zazwyczaj od serii idiotycznych powtórek ugruntowujących naszą jakże bogatą wiedzę i umiejętności. Tak i ja w następnym poście postaram się uporządkować opisane przeze mnie do tej pory mądrości, wyłuszczając wam wreszcie czarno na białym, (a także biało na białym i na biało z czarnym od tyłu - żeby nie zaniedbywać praw mniejszości seksualnych) co to w końcu jest ta Prawica i o co kaman z wolnym rynkiem.

Jednak póki co mam dla Ciebie, mój Drogi i Ewentualny Czytelniku coś nieco bardziej rozrywkowego.

Otóż jest takie stare Zielone hasło, podchwycone przez dorodnych komunistów zresztą, nawołujące do tego, by traktować naszych małych futrzastych, (ale też często i nie futrzastych a oślizgłych, bądź z wielkimi kolcami i zębami jadowymi) braci jak ludzi.

- "zwierzęta należy traktować jak ludzi!!"
- "Pies też człowiek"
- "kobieto, koń też ma prawo do sexu oralnego"

itp itd. Jednak Ci nasi kochani Zieloni bracia są tak zidiociali w swojej miłości do cztero (i nie tylko) nożnych przyjacieli iż zapominają że implikuje to również by "ludzi traktowano jak zwierzęta"! No tak, oni zapominają...

Niestety Czerwoni nie zapominają nigdy.

Nie zapominają bo traktowanie człowieka jak zwierzaczka jest podstawą idei socjalistycznej. Nie jakaś tam równość czy sprawiedliwość społeczna. Nie ochrona gejów, murzynów maorysów czy Jarosława Kaczyńskiego. Nie jest to wspomaganie matek z dziećmi ani zapobieganie tej słynnej "śmierci w bramie" (brrrr). Broń Cię Panie Boże nie miłość do bliźniego.

Podstawą socjalizmu jest założenie żę Ty to jesteś bydło, krowa, ciele i Ciebie musi PAN trzymać na łańcuchu! Bo ty Panu dajesz mleko, masło i śmietane i Pan nie może pozwolić żeby mu sie bydło zmarnowało. Bo jak Cię Pan z rańca dobrze nie wydoi to ani mleka nie będzie, ani śmietany, ani masła, ani nawet kefiru z Krasnystawu.  A że tyś głupi i krzywde sobie możesz zrobić To Cie Pan w stodole zamknie. Albo na łańcuchu przytrzyma. Dla Twojego Dobra. Boś głupi i nieodpowiedzialny!!

I tak dla twego  Dobra Pan zakazał bydłu palić marihuane. Dla twego dobra Pan Cię Pasami w Aucie przypina pod przymusem. Co więcej, Dobry Pan jest taki Dobry że szkoli wszystkie swoje cielaki pod przymusem. Nie żeby Cielaki były mądrzejsze. Nie nie, co to to nie, Panu na tym nie zależy. Jeszcze jakiś cielak sie zorientuje że jakby nie Pan to by dla niego więcej mleka było. Na co Panu bidy?!

Cielak ma być posłuszny i wiedzieć którego Pana ma słuchać. Wtedy na pewno sobie krzywdy nie zrobi i pod auto nie wleci. Dlatego Pan już dobrze wie czego cielaka w szkole uczyć. I dorośnie taki cielak i stanie się dorodną krową i Pan już będzie wiedział jak taką krowę dobrze wydoić.

A jak krowa będzie już stara i nie będzie dawać mleka? To nic. Dobry Pan ją wtedy przerobi na mielonke.

-Na mielonke? No to czemu te krowy nie uciekają? - pytasz.

Z dwóch powodów. Po pierwsze Pan je uczył w szkole że każda dumna krowa idzie do przemiału. A ta krowa która do przemiału nie idzie to czarna owca a nie krowa. I nie zda taka matury, nie dostanie się na studia i nie znajdzie dobrej płacy. Przemiał ponad wszystko!! A po drugie krowy widzą że cała ta miłość Pana do Bydlęcia sporo go kosztuje. I nie może krowa jedna głupia, nieodpowiedzialna nic na to poradzić. Bo jak ona na przemiał nie pójdzie, to przecież tyle innych krów zdechnie w bramie (czy tam obejściu do stodoły). No bo przecież co jedna krowa może?

Czemu ja o tym w ogóle piszę dzisiaj? Ano bo jak zwykle na niezawodnym Onet'cie znalazłem dobitnie bulwersujące informacje. Proszę rzucić okiem:

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/zdenerwowal-go-pies-wiec-go-zabil-szpadlem,1,4406741,wiadomosc.html

oraz

http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/lublin/nie-zyje-pobity-gimnazjalista-zlapano-sprawcow,1,4406618,region-wiadomosc.html

Pierwsza to historia kolesia który zaciupał szpadlem psa. Proszę zauważyć jakim pełnym satysfakcji, prawie pogardy językiem, jest ten post napisany. Pierwsze zdanie to informacje że koleś pójdzie siedzieć na 2 lata. Potem dowiadujemy sie że "policja natychmiast pojechałą sprawdzić zgłoszenie" a "prokuratura(...)zleciła sprawdzenie stanu zdrowia". No doprawdy.... Post drugi z kolei to historia 13 letniego chłopca zamordowanego z zimną krwią przez bandę pojebanych 16 latków. Ciężko to w ogóle nazwać historią. Ot jedno zdanie. I ani jednej informacji o tym co tym skurwysynom za to grozi. Wiadomo co - pare lat "popka" i tyle! Pocieszające tylko jest że tam ta banda sukinsynów będzie musiała przebywać w zamknięcięciu z tymi psychopatami i kryminalistami co ich policja z jednym jointem złapała. Przynajmniej choć troche sprawiedliwości stanie się za dość!


Nie dajmy się oszukać. Mamy na tym świecie i Ludzi i Zwierzęta i wszystkim należy się szacunek, to jasne. Gdy ktoś bezmyślnie krzywdzi nawet pająka czy Biedronia to czyni źle i należy mu się lanie w dupe. Ale nie stawiajmy pomiędzy pająkiem a takim np Jarosławem Kaczyńskim znaku równości!! Ja wiem że obaj nie mają godności ale to jeszcze nie powód by obu traktować w taki sam sposób!

Ludzie nie są wyjątkowi ze względu na ich duże mózgi, wyprostowaną postawę, czy przeciwstawne kciuki. My jesteśmy wyjątkowi, gdyż w przeciwieństwie do tego co sądzą socjaliści, Człowiek posiada wolną wolę i zdolność podejmowania decyzji. Zarówno dobrych - jak i złych. I bardzo mi przykro, ale za złe ponosi się konsekwencje. Podobnie jak decyzje dobre przynoszą zyski.

 I nie ma wolności bez odpowiedzialności. Jak ktoś twierdzi inaczej to znaczy że widziałby Cie najchętniej jako kotlet w Big Mack'u.

Ps. A tak wygląda krowa na wolności:



to z mojej prywatnej kolekcji. Krowa ta mieszka sobie nad oceanem, bierze kąpiele morskie i zamiast trawy to wpierdziela Mango!! Ale jak komuś się marzy łańcuch, wiadro wody i suche siano to proszę bardzo.

pozdrawiam,
Marketing Officer, Indie

Tuesday, 26 April 2011

Ma******acja prasowa.

Drogi Ewentualny Czytelniku,

dzisiaj krótki wpis na temat manipulacji. Żeby Ci nauocznić na czym polega manipulacja prasowa pozwolę sobie najpierw przytoczyć jeden dość trafny przykład. Nie pamiętam już od kogo to usłyszałem ale właśnie wtedy większość moich poglądów obróciła się o powiedzmy kolejne 30 stopni.

Otóż telewizornia podała wyniki jakiegoś kretyńskiego badania mówiące iż żonaci mężczyźni żyją dłużej niż Ci nie żonaci. I proszę sobie wyobrazić że do jednych wyników opracowano dwie, zupełnie różne, ale jak najbardziej logiczne interpretacje.

Pierwsza z nich głosiła to co na pierwszy rzut oka oczywiste: że małżeństwo wydłuża życie. Druga zaś podeszła do sprawy z nieco innej strony. Otóż drugi zespół badaczy stwierdził na podstawie tych samych badań że kobiety mają tendencje do wybierania zdrowszych mężczyzn. Do dziś nie wiem co tak naprawde leżało u podstaw tych jakże arcy ważnych wyników, jednak nie w tym rzecz. Rzecz w tym że mając jakąkolwiek informacje obyte w temacie "media" mogą nam wepchać do łba co im się rzewnie podoba.

Innym równie ciekawym przykładem było najnowsze wydanie indyjskiego Men's Health'a które akurat wpadło mi w łapy. Otóż był tam jak zwykle bardzo interesujący i typowy dla tej gazety artykuł czarno na białym dowodzący iż Hindusi to jedni z największych amatorów pornografii na świecie. Pod względem ilości "googlowanych" słów, takich jak "cock" "pussy" czy "sex" hindusi byli niemal na czele tabeli. Jednak po bliższym się jej przyjrzeniu wprawny, umiejący czytać obserwator szybko wyłapie oszustwo. Otóż lista wyglądała mniej więcej tak:

1.Australia (Melbourne)
2.USA (Washington)
3.Indie
4.Australia (Sydney)
5.(itd...)

No ale do rzeczy.  Przeglądając sobie dzisiejszą prasę na moim ulubionym portalu Onet.pl, ze zdumieniem zauwazyłem artykuł zatytułowany "Będą podwyżki". Jako że wpisuje sie to dość dobrze w ostatnio przeze mnie poruszany temat płacy minimalnej pomyślałem że możę uda mi się go wykorzystać jako załącznik do któregoś z moich poprzednich postów.

Niestety. Srogo się pomyliłem.Ku mojemu zniesmaczeniu okazało się to być niczym więcej jak kolejną, ogłupiającą manipulacją, z niekończącej się już serii "jest super jest super więc o co Ci chodzi" - cytując Muńka Staszczyka. Otóż notka ta z nieukrywaną euforią stwierdza że 20% firm stać będzie w tym roku na podwyżki dla pracowników, argumentują to tym iż


"Zmusi je też do tego konieczność: rosnące ceny żywności i paliw oraz otwarcie niemieckiego rynku pracy." 


oraz dodając iż


"(...) O wyższe pensje upomnieli się już pracownicy dużych firm; za nimi podążą mniejsze przedsiębiorstwa(...)"


Co w tym takiego dziwnego? Otóż już tłumaczę.


Oto jak należy takową notkę rozumieć: po pierwsze 80% firm w Polsce NIE STAĆ w tym roku na podwyżki! Te których  nie stać w przypadku rychłego wprowadzenia Płacy Minimalnej BĘDĄ MUSIAŁY OGŁOSIĆ UPADŁOŚĆ albo zwolnić część pracowników!


Po drugie w związku z rosnącymi kosztami żywności i energii (w tym paliw) firmy NIE BĘDĄ ZMUSZONE do podwyżki płac - wprost przeciwnie! Znacznie wzrosną koszty produkcji a więc i rentowność firm dodatkowo spadnie! Z czym się autor tego wywodu na głowy pozamieniał to Bóg jeden raczy wiedzieć, ale nawet d*pa by takiej głupoty nie wys*ała!


I jeszcze ta obłudna "informacja" że za 20% firm podążą mniejsze. Otóż nie podążą. Dokładnie 99.8% firm w naszym kraju to małe i średnie przedsiębiorstwa. Te najbardziej ciemiężone 99.8%, w których nierzadko młodzi ludzie, chcący osiągnąć jakiś wymierny sukces w życiu, pracują po 24 godziny na dobe, 7 dni w tygodniu, inwestując swój czas, opracowując biznes plany, zaniedbując rodziny i przyjaciół...


... po to tylko żeby państwo z tą plagą urzedniczych pijawek mogło takiemu dopieprzyć jeszcze troche bardziej. Żeby przeorać te pozostałe w grze 20% jeszcze trochę bardziej. Bo co im po takim małym sklepiku czy warsztacie? Małe sklepiki nie dają łapówek. Ale za to jak najbardziej stanowią konkurencje dla tych którzy dają. 


No i jak taki wredny mały kapitalista zamknie swój sklepik czy warsztat to będzie musiał niechybnie pójść na garnuszek Urzędu Pracy. A jak taki siedzi na garnuszku to on już dobrze wie na kogo głosować. Na tego co mu więcej do garnuszka naleje!


I pamiętaj mój Drogi i Ewentualny Czytelniku - większość informacji podanych na Onet.pl należy odwrócić do góry nogami. Dopiero wtedy widać ich prawdziwy sens. I pamiętaj Ma*****acja to ZŁO!


pozdrawiam,


Marketing Officer, Indie




Monday, 25 April 2011

Płaca (minimalna) nie popłaca!

Drogi i Ewentualny Czytelniku,

nie dalej jak tydzień temu wymaściłem posta na temat negatywnych skutków wprowadzenia Placy Minimalnej i o to dziś, niemal jak na zawołanie, mój ulubiony portal - Onet.pl przywołuje jak najbardziej żywy przykład słuszności zawartych w nim argumentów.

http://biznes.onet.pl/grozi-nam-fala-demonstracji,18493,4249819,3040691,76,1,news-detal

 I o ile sama notka jest utrzymana w tonie, rzekłbym, dość neutralnym, to jednak przekaz podprogowy jest jasny: należy podnieść płace, w tym rzecz jasna płacę minimalną.

Pomijając że połowa tych idiotów, celowo bądź nie, nie rozróżnia wzrostu cen od Inflacji i ciężko mi powiedzieć co akurat tym razem mieli na myśli to jednak zakładam że przez Inflację mają oni na myśli spadek siły nabywczej pieniądza i wg GUS spadek ten w miesiącu marzec wyniósł 4.3 % podczas gdy wzrost płac jedynie 4%. Suma sumarum jesteśmy 0.3% w plecy (również Ci co "inwestowali" na lokatach dającch 4% stopy zwrotu!.

Tak jak wspominałem - oczywistym jest że jeśli płace zostaną podniesione pod przymusem, bez jednoczesnego wzrostu zysków, ceny MUSZĄ wzrosnąć nie tylko o koszt podniesienia płacy minimalnej ale jeszcze o podatek jakim ona jest obciążona! To jest oczywista oczywistość nie podlegająca dyskusji!


Jedyny sposób na podniesie dochodów pracowników leży w gestii niemiłościwie nam panujących - tzn poprzez ZNACZNĄ obniżkę podatków i likwidacje przymusowych ubezpieczeń! Tylko w tym przypadku wyżej wymieniony paradox nie zadziała. Każda inna próba przymusowej poprawy naszego życia kończy się jak zwykle: ograbieniem najuboższych, wzrostem bezrobocia i cen i zrzuceniem całej winy na "wstrętnych kapitalistów"!!


Zachęcam wszystkich do przeprowadzenia przerażającego eksperymentu: proszę wejść na stronę:

http://www.money.pl/podatki/kalkulatory/plac/

wpisać sumę, wybrać wartość netto (czyli to co dostajemy na rękę) następnie "dodaj do miesięcy" i oblicz. Na dole pojawi się tabelka. Proszę spojrzeć na ostatnią wartość w polu suma. Dla płacy netto 1500 zł koszt pracodawcy (czyli tak naprawdę twój) wynosi 2438 zł. Proszę teraz sprawdzić co stałoby się gdyby pracodawca zechciał podwyższyć naszą płacę o 200 zł do 1700 zł. Otóż tym razem koszt pracodawcy wzrósł do 2777 zł!! Czyli tak naprawde podwyżka naszych dochodów o 200 zł kosztowałą pracodawcę 339 zł!! 


Jeśli zostałoby to zrobione pod przymusem to pracodawca musi wliczyć w ceny nie tylko twoje 200 zł ale także 139 zł haraczu jaki wydziera z niego Państwo. I de facto o tyle stajesz się biedniejszy.

BTW już się domyślacie czemu nikomu się nie opłąca zatrudniać pracowników, tworzyć nowych miejsc pracy i dawać podwyżek? Ktoś jeszcze ma złudzenia że to nie "wredni kapitaliści wyzyskują klase robotniczą" tylko ta banda czerwonych sk*rwsynów (z całym szacunkiem dla ulicznych k*rw) zwanych powszechnie politykami?



Dopóki wszyscy ludzie nie zrozumieją że nie ważna jest ilość cyferek na koncie a ich SIŁA NABYWCZA dopóty będą wybierać tych hu*jogłowych popaprańców którzy będą podwyższać płace minimalne. Bo w normalnym kraju możesz nawet dostawać 1 zł na miesiąc. Wystarczy żeby ceny były 1000 razy niższe. I to jest droga do bogactwa, kapewu?

pozdrawiam,
Marketing Officer, Indie

Sunday, 24 April 2011

made in Poland czyli Wesołych Świąt

Drogi Ewentualny Czytelniku,

Chrystus Zmartwychwstał!
-Prawdziwie powstał - odpowiesz.

Prawdziwie, nieprawdziwie w każdym razie tak zwykliśmy się pozdrawiać w tym naszym małym kraju w ten jakże wyczekiwany Wielkanocny poranek. I chociaż są to dla mnie któreś już z kolei święta spędzony poza domem to jednak mimo wszystko czuję iż jest w to w jakiś sposób wyjątkowy dla mnie czas. I chyba raczej nie z pobudek religijnych.  Nigdy jakoś nie za bardzo rozczulały mnie Święto Pisemne opowieści. I chyba nie chodzi tu takżę o typowo świąteczne fajerwerki. Dużo bardziej jestem przwiązany do Świąt Bożego Narodzenia. Mimo iż nie mam już 10 lat dalej mam ogromny sentyment do  choinek, światełek i świętych mikołajów. Taaak wiem że komercha i kroją nas na kase i że to dobre dla dzieci no ale co ja kurde poradze że mnie to kręci. I podejrzewam iż Ciebie także mój Drogi i Ewentualny Czytelniku.

Święta Wielkiej nocy bardziej kojarzą mi się z niesamowicie nudnymi nabożeństwami, spowiedziami, trzepaniem dywanów, myciem okien i ogólną krzątaniną. Poza żurkiem i koszyczkiem ze święconkami w Świętach Wielkiejnocy nie ma nic co mogłoby mnie za młodu do nich przywiązać emocjonalnie. Amerykanie mają przynajmniej swojego Wielkanocnego królika...

Jednak jest jedna rzecz dla której będę obchodził te święta do końca swojego życia. Bo to po prostu jest made in Poland, bo nikt tak jak my nie wkłada tyle serca i starań by przygotować się na ponowne przyjście Jezusa. Bo dziś mało już gdzie w zachodnim świecie ktoś jeszcze przywiązuje wagę do tradycji. A naród bez świat i tradycji niestety umiera. Kto spędził troche czasu w Anglii ten wie że ich jedynym świętem jest Friday's Pint, czyli kufel piwa w piątek po robocie. Fajne święto wprawdzie ale chyba troche za mało wyrafinowane żeby utrzymać naród jako całość. Dlatego wszelkiego rodzaju pakistańce i murzyni już dawno zabrali się za rozbiór wewnętrzny tego kraju. Z podziwu godnym rezultatem. A u nas póki co żurek i szyneczka dzielnie stoją na straży polskości.

No i tego chciałbym wam, moi Drodzy i Ewentualni Czytelnicy życzyć, żebyście bez względu na to jak nawet nie lubicie tych świąt, spotkań z rodziną czy rezurekcji, co rok do końca waszych dni znaleźli w sobie wystarczająco dużo sił żeby podzielić się jajeczkiem z bliskimi, złożyć sobie życzenia, zacisnąć zęby i pogawędzić z braćmi wujkami czy kuzynami choćby przez pare minut.

Bo ja nie chce Polski w której na Wielkanoc musiałbym się przebierać za jakiegoś wiesniackiego królika, na Święto Zmarłych wieszać dynie w oknach a na wigilie serwować Indyka. Ja jestem made in Poland i chce żeby tak zostało.

Wesołych Świąt!

Ps. Co nie zmienia faktu że tradycje muszą się rozwijać! Ewolucja dotyczy także i tradycji i wierzeń i religii. Nasi praojcowie 1000 lat temu też nie obchodzili wigilii w taki sposób jak robimy to dzisiaj. Każdo pokolenie zostawia swój wkład w naszą kulture i to jest piękne. Tylko tak patrząc się na to dzisiejsze pokolenie ja naprawde mam wątpliwości co to będzie...

pozdrawiam,
Marketing Officer

Wednesday, 13 April 2011

Licencja na zarabianie.


Drogi i Ewentualny Czytelniku,

Pragnę Cie solennie przeprosić za moją długą, bo aż 10 dniową nieobecność, jednak na swoje wytłumaczenie mam iż byłem na wspaniałych wakacjach, a po powrocie z nich mam niemały nawał pracy. Mimo wszystko postaram się Tobie wynagrodzić stracony czas i zaspokoić Twój głód wiedzy i moich postów. Dlatego tym razem napiszę coś znów o Indiach. Między innymi.

Otóż nie jestem pewny czy to jest kwestia Wolnego Rynku czy specyfika kultury indyjskiej ale jest coś bardzo, że tak powiem, wkurwiają*cego w tym miejscu. Mianowicie są to miejscowymi przewoźnicy, zwani popularnie rikszarzami, którzy za niewyobrażalnie wręcz małe pieniądze  świadczą usługi transportowe.

I tak rozróżniamy kilka typów rikszarzy:


Pierwsza z nich są to rikszarze na rowerach, zwykle w wieku 50 – 70 lat, nierzadko bez jedne ręki, którzy ciężko napierając swoimi wychudzonymi ciałami na pedała roweru z radością i wdzięcznością zabiorą Cię w każdę wskazane przez Ciebie miejsce. Koszt takiej usługi to ok 20 Rupii za godzine – w przeliczeniu jakieś 1.3 zł.



Druga kategoria rikszarzy, z których prawde mówiąc nie korzystałem nigdy, to rikszarze samobieżni – bez roweru czy innego pojazdu, zarzucają chomąto i dyszel na plecy i gnają czym prędzej po zatłoczonych ulicach nie rzadko wyprzedzając zakorkowane samochody. Cena takiej usługi to w okolicach 10-15 rupii za godzine czyli od 60gr do złotówki.



Trzecia kategoria to motorikszarze. Te podstepne szumowiny zazwyczaj tylko czychają żeby Cie oruchać z mamony. Dysponują Ci takimi smiesznymi, trójkołowymi wehikułami w których już za znacznie większą opłatą (wiadomo – waha, koszty serwisowania, tasma klejąca, drut itp), jednak zdecydowanie szybciej, dowiozą Cię nawet na drugi koniec kontynentu. Oczywiście za odpowiednią opłatą. Negocjacje zazwyczaj zaczynają się od nawet 1000 rupii (sic!!) jednak doświadczony negocjator jest w stanie znizyć cenę do ok 40 rupii za 5 km jazdy (jakieś 2.5zł).



Zeby sobie uzmysłowić jak niskie są to ceny, musicie wiedzieć że jedna butelka piwa kosztuje ok 70 rupii. Znaczy to że rikszarz samobiezny, nawet po 10 godzinach pracy, zakładając że ma bez przerwy pasażarów, co jest więcej niż niemożliwe, jest w stanie uzbierać ledwo na 1.5 piwa.

Jednak cechą wspólną dla wszystkich przewoźników jest własnie to że są niesamowicie irytujący. Oni są po prostu wszędzie! Co 10 metrów stoi taki, podjeżdża do Ciebie, pyta czy chcesz żeby Cie gdzieś podrzucił. Jak wychodzisz z pociągu autobusu to zbiera sięw okół Ciebie z 40 takich i sie przekrzykują nawzajem, dosłownie wyrywając sobie Ciebie z rąk, jakbyś był chodzącą portmonetką. I mimo że wiedzą że suma sumarum dostaną za to jakieś psie pieniądze to zdają sobie sprawę, że bez tego nie będą w stanie utrzymać ani siebie, ani tym bardziej swojej rodziny. Dlatego też każdy z nich stara się za wszelką cenę pozyskać klienta, bo nawet jeśli miałby to zrobić za 5 rupii to jest to lepsze niż stanie w miejscu i nie zarobienie niczego.

Poza tym wszyscy starają się żebyś szczęsliwie i jak najszybciej dotarł pod wskazany adres. Gdyż, po pierwsze, im krótszą drogę wybiorą tym mniej się zmęczą i dwa im szybciej Cie dostarczą tym szybciej będą mogli "złapać" nastepnego klienta. No i trzy ty z wdzięczności za szybki serwis może zostawisz im jakiś napiwek.

I działa to niesamowicie skutecznie. Tak skutecznie iż miejscami irytująco właśnie! Bo oni są dosłownie wszędzie! Nie musisz dzwonić po taksówke, po prostu wychodzisz z domu i już kilku rikszarzy czeka by załadować Cie na pokład.

I tu własnie działa totalny wolny rynek, dziki kapitalizm. Rikszarzy jest DOKŁADNIE tyle co potrzeba i są oni rozlokowani w DOKŁADNIE tych miejscach co potrzeba. Gdyby było ich za dużo, znaczyło by to tyle  że dla któregoś z nich nie wystarcza klientów i padłby z głodu. A tak skoro widzimy na ulicy rikszarza, znaczy to że żyje mu się z tego całkiem nieźle (w stosunku do potrzeb). 

Podobnież z lokacją. Oni wcale nie potrzebują centrali z call center. Oni po prostu uprawiają zimną kalkulacje. Np:  na tej ulicy mieszka 100 ludzi, obstawionych przez 3 rowero rikszarzy i 2 motorikszarzy. 60% z tych ludzi chodzi do pracy co drugi ma dziecko które trzeba zawieźc do szkoły. Zakładając że nawet co 3 z nich weźmie riksze dla siebie i co drugi dla swojego dziecka, daje to dość już imponującą liczbę 20 dorosłych klientów i 15 dzieciaków. Do jednej motorikszy mozna wepchać 5 dzieci do jednej rowero rikszy dwóch dorosłych. Czyli jest miejsca na spokojnie 2 roweroriksze i jednego motorikszarza. A jak sie dojedzie do szkoły to niektóre dzieci trzeba zabrać z powrotem na inną dzielnicę, może po drodze złapie się jakiegoś turyste itp itd.

Tak naprawdę liczby te są znacznie większe, bo przy takich cenach nikomu nie opłaca się wyciągać własnego samochodu, ryzykować nim jazdy po mieście i zostawiać na niestrzezonym parkingu.

No i jak już cały zachwycony podziwiam prostote i geniusz działania wolnego rynku przypominam sobie stare złe czasy w Polsce. Gdzie na taxówke to stać albo nadzianych albo studentów wracających z pubu o 4 nad ranem w środku zimy. Gdzie taxówkarze robią łaskę, spóźniają się, naciągają nas na taxometrach, bo wiedzą że i tak im można gówno zrobić bo oni przecież mają LICENCJE. A człowiek bez pieczątki i licencji to przecież nie może Cie po mieście przewozić. Bo w normalnym CYWILIZOWANYM kraju żeby kogoś przewozić po mieście to ty musisz mieć PIECZĄTKE (no to to jest absolutne minimum!!) i LICENCJE!
I dlatego proponuje rzucić okiem na poniższy artykuł i stek bzdur w nim zawartych:


w szególności polecam fragment w którym Taxówkarze nazywają przewoźników „nieuczciwą konkurencją” gdyż „nie musieli zdawać trudnych egzaminów z topografii miasta” (widział ktoś w ogóle taxówkarza BEZ GPS??? Na cholere komu znajomość topografi jak ma GPS??)  i „kusili cenami 1.20 zł za kilometr"


No to to już jest totalna bezczelność nie?

To prawda, tani przewoźnicy są konkurencją i to bardzo sprawną! Gdyż działają szybko, tanio i niezawodnie.

W przeciwieństwie do rozleniwionych przywilejami taxówkarzy.

Zresztą ja się taxówkarzom nie dziwie, to nie oni są winni. Problemem jest ten popier**dolony system który karze Ci mieć PIECZĄTKE i wykupywać LICENCJE po to żeby podrzucić kogoś za pare złoty na drugi koniec miasta. To działa na dokładnie tej samej zasadzie jak tłumaczyłem w poście o słodkich kuleczkach. Jak państwo wydaje licencje na prowadzenie jakiejś działalności to prowadzi to jedynie to oligopolizacji, pogorszenia usług i gwałtownego wzrostu cen.

No ale niemiłościwie nam panujących nie obchodzi że my byśmy chcieli tanio i dobrze. Ich obchodzi żeby było drogo (bo można większe podatki zedrzeć) i żeby był ktoś kto takowe licencje wydaje. Zawsze to ciepła posadka dla jakiegoś członka. A członki jak wiadomo lubią ciepłe posadki.


Ps. Każdy pewnie słyszał o tych śmiesznych ludzikach co wracają z anglii po tygodniu i już języka polskiego zapomnieli. Zawsze miałem z nich polewke. Ale kurde coś w tym jest. Nie żebym języka zapomniał tylko w obu językach mówie ostatnio jednakowo ŹLE. Musze chyba Pana Tadeusza przeczytać w końcu. Jak coś to przepraszam za styl.

Pozdrawiam,
Marketing Officer

Thursday, 31 March 2011

Słodkie Kuleczki

Drodzy Ewentualni Czytelnicy,

Dziś tylko taki krótki post bo mam mega mało czasu. W sumie to miałem nic nie pisać ale akurat jestem po lunch break'u i tak mnie natchnęło....

otóż jak zapewne niektórzy z was się domyślają pomieszkuję sobie ostatnimi czasy w Indiach i co tu będe ukrywał, kocham to miejsce. Zawsze jak mam przerwe na kawe to wpada taki mały chłopaczek - na oko 5-6 lat- i przynosi różnego rodzaju słodkości - np takie małe, super słodkie kuleczki Ladoo, czy też Gulab Jamun. No po proste niebo w gębie. Zawsze świeże, pyszne i zawsze punktualnie o 2.30 pm. 

Robi je jego mama i dwie siostry, bardzo uczciwe i pracowite kobiety, a sprzedają to tak tanio że pojęcia nie mam gdzie oni mają z tego zysk. No ale najwidoczniej jakiś tam mają. Może nie za duży bo widząc po chłopaczka ubraniach nie wiedzie im się najlepiej, jednak żyją godnie i schludnie. Jako że ich ich ojciec nie zyje od kilku lat muszą niestety radzić sobie sami. Co więcej nie jest to jedyna rodzina zarabiająca pieniądze w taki sposób - tylko w moim miescie jest ich kilkadziesiąt. Konkurencja więc jest olbrzymia a market nie taki znowu wielki. 

I ta cudowna rodzina zdają sobie dskonale sprawę że jeśli ich kuleczki będą nieświeże, niesmaczne, za drogie, lub jeśli ktoś nie daj boże sie po nich pochoruje to nikt już więcej nie będzie ich kuleczek kupował i czeka ich głód kicz i popielina i, pewnikiem, śmierć głodowa w bramie. Dlatego w ich najlepszym interesie jest bym ja długo żył w zdrowiu i opychał się ich kuleczkami w nieskonczoność.

Jaki z tego morał? No co najmniej kilka:

1. Skoro 5-6 letnie dziecko może pracować żeby pomóc swojej mamie utrzymać rodzine to już na pewno 13 letni koń może do roboty zapierdalać!! Ale nieee po cooo?! Praca jest dla DZIECI szkodliwa!! DZIECI KU*WA jego mać - niektórych 13 latków to bym się bał na ulicy spotkać. I lepiej żeby taki siedział pod blokiem z menelami, albo kradł portmonetki. I sory za populizm ale to akurat prawda - praca nie szkodzi - praca hartuje! 

2. Proszę zauważyć jak szkodliwa dla nas jest obecność SANEPIDU! Jeśli jedzenie jest niesmaczne lub sie potrujemy to po prostu właściciel baru/restauracji zbankrutuje i tyle! Jednak dzięki temu że mamy sanepid nic takiego nie ma miejsca. Po pierwsze nie ma ani wolnej konkurencji, ani, co ważniejsze SWOBODY WEJŚCIA NA RYNEK!! Aby otworzyć punkt gastronomiczny w polsce trzeba wydać dziesiątki tysięcy złotych na sprzęt, szkolenia i spełnianie jakichś kurewsko debilnych procedur typu okap ma być dwa metry od zlewozmywaka, a kaloryfer 4 od zamrażarki.W dzisiejszych czasach wystarczy mieć dużo hajsu żeby otworzyć restauracje, a SANEPID już się zatroszczy żebyśmy nie mieli za dużo konkurencji. A jak nie ma konkurencji to ani sie nie musimy starać żeby jedzenie było dobrej jakości, ani żeby ceny były jakoś specjalnie wyśubowane. Jacyś tam klienci i tak przyjdą.

Przez SANEPID żarcie w większości restauracji nie nadaje się do spożycia a jeśli już to ceny są tak zaporowe że mało kogo na to stać. Bo oczywiście właściciel musi sobie odbić koszta "utrzymania" SANEPIDU.

Dlatego w każdym kraju w którym SANEPIDU nie ma, można sobie wtryniać tanio i smacznie a w krajach komunistycznych jak Polska trzeba bulić ciężką kase za ciulowe jadło.

3. Na wolnym rynku jest tak wygodnie że restauracja przychodzi do Ciebie sama. Nawet po nią dzwonić nie musisz.

4. Jak jesteś biedny i chcesz z tej biedy wyjść to w normalnym kraju po prostu z niej wychodzisz! Zbierasz czy tam żebrasz pare złotych, kupujesz mąkre cukier i robisz z tego pyszne kuleczki które sprzedajesz z zyskiem. Drugiego dnia kupujesz dwa razy wiecej maki i cukru i robisz dwa razy wiecej kuleczek. Trzeciego dnia 4 razy wiecej, potem 8, 16, 32 aż w końcu otwierasz drugi biznes. A po 5 latach to masz sieć ogólnokrajową i jesteś biznesman. W krajach popieprzonych pracujesz pół życia żeby nazbierać kilkadziesiąt tysięcy na spełnienie norm sanepidu, urządzenie lokalu, sprzęt i szkolenia. I drugie pół ciułasz żeby Ci i tak państwo 2/3 z tego zabrało.

Witajcie w Świecie Cywilizowanym.

pozdrawiam,

marketing offier, Indie