Showing posts with label indie. Show all posts
Showing posts with label indie. Show all posts

Tuesday, 21 June 2011

Co tam w Unii piszczy! cz 1.

Drogi i Ewentualny Czytelniku,


jak zapewne wiesz aktualnie przebywam na innym kontynencie i obserwuje sobie z perspektywy trzeciej osoby co tam się w tej naszej Europie dzieje. Otóż tak po krótce to burdel.


Euro już praktycznie jest martwe. Wprawdzie w przeciągu miesiąca jeszcze uda im się wpompować ładnych pare miliardów (nieważne ile, ludzie i tak nie radzą sobie z cyframi większymi niż koszt zakupów nowego telefonu - poza tą granicą rozpoczyna się abstrakcja) w Grecje - i prawdę mówiąc bardzo się cieszę, bo mi ten śródziemnomorski trup cholernie kursy akcji ciągnie w dół. Ale jak tylko sytuacja się uspokoi to radze powolutku realizować zyski z inwestycji i przenosić się koniecznie na pewne aktywa tj. złoto srebro, biżuteria, nieruchomości. A jak koniecznie chcecie panstwo zostac przy walutach to prosze zwrócić uwagę jak ostatnimi czasy wzrósł nam kurs franka szwajcarskiego. Państwo sobie nie zdają nawet sprawy co to spowodowało. Bynajmniej niie "spadek wartości złotówki" (bo akurat wzrosła) ani też "brak reakcji rządu". W ogóle oskarżenia pismaniaków iż "Rząd powinien był obniżyć kurs CHF" są żałosne (no bo jak niby kuźwa?). Jak zwykle zresztą.


Otóż proszę państwa, ostatnio taki wzrost wartości CHF zanotowalismy w roku 2009. Zaraz przed pękniecięm tego BANIAKA spekulacyjnego. To ciężko aż sobie wyobrazić o jakich ilościach pieniędzy my tu mówimy, które zostało przetransferowane do franka szwajcarskiego. Nie dlatego że daje nadzieje na zysk. On daje jako taką gwarancje na brak straty.


Niestety teraz, dzięki ponownemu wpompowaniu niebywałych ilości pieniędzy w gospodarki, dodruku tak ogromnych ilości mamony oraz zniszczeniu gospodarek europejskich dofinansowaniami jesteśmy na skraju przepaści. Wszystkie fundusze inwestujące w waluty, poważni, liczący się na rynku gracze uciekają ze strefy euro aż się kurzy. Wszyscy machinarze, bankowcy, euro politycy, magnaci i Elyta wiedzą dokładnie co się święci i lokują swoje ciężko ukradzione oszczędności gdzie indziej. Tylko prosty cięzko pracujacy europejczyk nie ma za bardzo jak uciec. Bo raz że jego oszczędności są już dawno w posiadaniu wyżej wymieniionych, to jeszcze on swoją marną pensje dostaje w euro. To jak on ma od tego niby uciec i gdzie, jak już się euro towarzysze postarali żeby wszędzie było jednakowo drętwo?


Ja bardzo serdecznie zachęcam wszystkich do zapoznania się z moim postem pt. "Jak się robi pieniądze". Z tego oto tekstu można się m.in. dowiedzieć iż pieniądze w dzisiejszych czasach nie mają żadnego pokrycia i można je sobie drukować w zależności od zapotrzebowania czy ogólnego widzimisie niemiłościwie nam panujących. Wartość pieniędzy tkwi w tym iż ludzie jeszcze wierzą ze one jakąś tam wartość mają. Im więcej wiary - tym większa wartość. Im wiary mniej - tym wartość niższa. Troche jak z kościołem (pewnie dlatego się mówi że pieniądz to religia XXI w).


Jeden z moich czytelników, Pan Łukasz, podrzucił mi był wczoraj pewien obrazek z Wczc. bloga Sz. pana Roberta Gwiazdowskiego. Proszę rzucić okiem :


Wykres ten przedstawie mniej - więcej ilość pieniądza na rynku w poszczególnych latach.  Sam proces zwiększania się tej ilości nie jest zły - jest nawet pozytywny. Jako iż społeczeństwa się bogacą, zwiększa się nasz dobrobyt, potrzeba narynku takiej ilości pieniędzy która by tą wartość dóbr równoważyła. Jednak jesli pieniędzy na rynku jest zbyt dużo dochodzi do Inflacji (od ang - inflate - pompować) czyli przepompowania ilości mamony w gospodarce (znów odsyłam do postu pt. "Jak się robi pieniądze"). Dlatego też ilość pieniędzy musi być w pewie sposób regulowana. W normalnych czasach zajmuje się tym rynek - czyli nikt i wszyscy zarazem.


W nienormalnych za to zajmują się tym Ci którzy mają interes w machinacjach - czyli politycy, bankierzy i Elyta. Jak to się kończy? Otóż proszę popatrzeć na wykres i użyć głowy: jak idzie zauważyć w roku 2009  ilość mamony na rynku zwiększyła się niemal dwukrotnie. I nie znaczy to bynajmniej że nagle Apple wydało wszystkie modele Iphonów od generacji 3 do 50, odkrylismy technologie do podróży w czasie czy skonstruowano perpetum mobile. Nic z tych rzeczy. Spowodowane to było nagłym wpompowaniem przez FED w gospodarkę USA 3.4 biliona dolarów (bilion czyli tysiąc x tysiąc x tysiąc x tysiąc!! lub milion milionów bądź tysiąc miliardów!!!!). Skąd to wzieli? A no z dupy. Piszesz na komputerze cyfre, wcikasz enter i już jest. Banał.


Ta mała fluktuacja na koniec 2009 roku to właśnie nasz kryzys, wywołany między innymi, lecz bezpośrednio przez tą zbrodniczą operacje, i po to by zredukować nieco podaż pieniądza na rynku, przez zagrnięcie jej do prywatnych kieszeni. Następnie jak pamiętamy by zahamować skutki kryzysu, pan pożałowania czci godny Bardak Jednoma, podpisał tzw. Bail-out plan, który miał uzdrowić gospodarke - wpompowaniem kolejnych 2 bilionów dolarów! Jak to się skończyło to doskonale widać. Znaczy widać ale nie jest to dla wszystkich widoczne najwidoczniej. W każdym razie jest sajgon.


No bo Proszę państwa - pacjentów z Nowotworem nie leczy się przeszczem nowych nowotworów tylko poprzez wycięcie istniejących!


Ja tylko przypomnę, zgodnie z zasadą popytu i podaży im więcej pieniędzy na rynku tym mniejszą mają one wartość. Jesli ktoś zwiększył podaż (ilość) pieniądza  na rynku dwukrotnie suma sumarum okradł nas z połowy oszczędności!

A my nienauczeni doświadczeniem dalej pompujemy miliardy w Grecje. Znaczy nie my. My już nauczeni jesteśmy. Co najlepsze ONI to są dopiero wyśmienicie nauczeni doświadczeniem! Bo za pierwszym razem to coś tam przez pierwsze pare dni wołali do Czarnego Brata żeby nie pompował bo gospodarke zajedzie. Nawet Unia Europejska ostrzegała. No ale już dwa dni potem się zrehabilitowali. Teraz jakby ich zapytać skąd ta nagła zmiana decyzji po dwóch dniach to odpowiadają "Oj tam, Oj tam, czepiasz się".Po tym jak się zorientowali ile kasy nakradli za oceanem to i u nas Bail Out okazał się niezbędny. Tym razem już sie nie zastanawiają. Skoro i tak to wszystko musi jebnąć to trzeba kraść ile wlezie. Według najlepszych prognoz dalsze pompowanie pieniędzy w Grecję da nam możę pół roku, mozę rok spokoju. O tym że następnej w kolejce Hiszpanii już się nie da uratować wiedzą wszyscy.

Euro musi upaść. Nie ma już odwrotu. Ale akurat to mnie nie martwi.

Martwi mnie co innego - mianowicie cała ta pomoc finansowa ma drugą, bardzo ciemną stronę. Otóż tak naprawdę rozdawanie pieniędzy za darmo to nie żadna pomoc tylko wybitnie okrutny ale i skuteczny sposób na wyniszczenie gospodarek.

Czytałem kiedyś taką niesamowicie interesującą książkę opisującą tzw Supply Chain (czyli całkowity proces powstawania danego produktu od zera) dla zwykłych bawełnianych koszulek. Nie wiem czy jest to przełożone na język polski jednak oryginalna nazwa to "The Travel of the T-shirt in the Global economy". Otóż jeden z ostatnich rozdziałów tej książki przedstawiał ostatni etap życia tyche T-shirtów. Wielkie koncerny organizowały zbiórki używanych ciuchów, pakowały je w kontenery i wysyłały do Afryki i Azji, gdzie tamtejsi murzynowie wykorzystali je do uszczelniania chatek, produkcji lin oraz podcierania du*py. I wszyscy byli szczęsliwi - europejczycy umocnili się duchowo pomagając biednym, murzyni mieli się czym podcierać a Wielkie Korporacje Wytłukły Miejscową Konkurencje. Bo po co komu robić koszulki jak wszyscy mają je za darmo.

Z pewnością każdy z nas zna te opowieści o ludziach którzy wygrali fortune w Toto Lotka i bawiąc się przednio przehulali wszystkie pieniądze przez rok, narobiwszy sobie przy okazji straszliwych długów. Otóż zła wiadomość - to działa również w skali makro. Poprzez wszelakiego rodzaju dopłaty gospodarki europejskie są praktycznie zrównane z ziemią. Ale żeby to chodziło tylko o gospodarki to jeszcze pół biedy. Najgorsze jest że dopłaty zniszczyły najwazniejsze wartości jakie my europejczycy przez tyle lat w sobie wykształciliśmy - ciężką pracę, rywalizację, uczciwość, męstwo, rycerskość, sprawiedliwość. Zostawiając w zamian specjalistów od wypełniania wniosków, oszustów i konfidentów podatkowych, mężczyzn zamieniły w małe pizdy chowające się za fartuszkiem związków zawodowych a zamiast sprawiedliwości mamy Sprawiedliwość Społęczną!


UE zabiła Ducha w europejczykach. Stworzyła z nas cywilizacje małych zastraszonych dziewczynek co zamiast wziąśc się do roboty to Głosują w wyborach żeby ktoś inny na nich nich robił (a co, demokracja to najlepszy ustrój jaki znamy nie?) albo wypełniają wnioski o dotacje. Takich Pizd co boją się oddać jak im ktoś wymierzy cios w twarz i padają na kolana przed każdym kto tylko napomknie o dyskryminacji sexualnej czy rasowej.

Jak uderzą Cie w policzek to nadstaw drugi - Mawiał Jezus Ch. Niestety tak postepować mogą tylko małe dzieci albo starcy. Młoda Europa nie była dziewczynką - młoda Europa to był wykształcony mężczyzna w pełni sił. Młoda Europa rządziła światem, miotała hindusami, chińczykami, japończykami etc. Stara Europa klęka na kolana i ssie pokornie Gejowską propagande. Ale i to się ukruci. Żydzi mieli się najlepiej w Niemczech zaraz przed '33. I też sobie organizacje zakładali, o swoje prawa się domagali, zapisywali się do organizacji żydowskich. A jak przyszli nazisci to mieli od razu gotowe listy obecności porobione.



Ja chce tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz. Proszę państwa myśmy przez te wszystkie lata ostrzegali - tamowanie ludzkich odruchów patriotycznych, terroryzowanie ich pod jarzmem politycznej poprawności, rasizmu, dyskryminacji homofobii i całej tej nowomowy musi w końcu pęknąć. I pęka!

Jakoś żadna z reżymowych TV ani nawet praktycznie reżymowy ONET nie relacjonowali sytuacji z ostatnich wydarzeń w grecji czy hipszanii! Tysiące demonstrantów wyszło na ulice chcąc obalenia rządów socjalistów, nieraz mniej socjalistycznych niż rząd wielce nieczcigodnego Donalda T.

Druga sprawa to to, że w momencie gdy Grecja próbowała przeprowadzić cięcia budżetowe, tysiące bandytów ze związków zawodowych wyszło na ulice, paląc, rozbijając i niszcząc, w proteście przeciw planom oszczędnościowym i nie pozwalając parlamanetarzystom na rozpoczęcie sesji. Proszę państwa - ONI tam w grecji dalej czekają na te pare miliardów, ONI dalej chcą sobie jeść hasać i popuszczać pasa przez nastepne pare miesięcy. Nic tego nie zmieni. Grecja to trup. Koniec kropka. Najlepszy dowód tego to to że zamiast do tych bydlaków strzelać, żeby kraj ratować to oni się pochowali i odwołali obrady. I ŻADNA telewizja w Polsce tego nie pokazała! Bo ONI się drodzy Państwo BOJĄ. Oni się BOJĄ jak nigdy dotąd że ludzie wyjdą na ulice i ich powieszą wszystkich na latarniach. Bo oni wiedzą że to już nie jest PRL - że żaden żołnierz nie będzie strzelał do tłumu po tym jak widzielismy co nasz Rząd zrobił z milicjantami strzelającymi do solidaruchów pod kopalnią wujek. Ich już nie ma kto bronić! A że my mamy we krwi samosądy to nikomu tłumaczyć nie trzeba.

koniec cz. 1


pozdrawiam,

Wednesday, 15 June 2011

Podręcznik Ruchu Drogowego w Indiach cz. 2 (o mały włos ostatnia)

Drogi i Ewentualny Czytelniku,

Jak ja się cieszę że Cię widzę (ewentualnie)!

Oto dziś stało się to, co stać się w końcu musiało - zaliczyłem wypadek drogowy w Indiach. Na całe szczęście tym razem to nie ja byłem kierowcą. No ale od początku.

Jak zapewne wiesz od paru dni przebywałem na sesji wykwitnych obiadów, suto zakrapianych imprez i 5 gwiazdkowych hoteli na koszt firmy, zwanej z języka amerykańskiego "business trip". Jako iż z pewnych względów musieliśmy dzisiaj wrócić do bazy głównej wcześnie z rańca zapakowaliśmy się w auto (toyota avensis sedan silnik ileśtam i tyle też zaworów) i wyruszyliśmy w dość długą, bo ponad 500 km trasę. Po przejechaniu jakiś 300 km dotarliśmy do odcinka autostrady łączącej Delhi i Chandigarh i po opłaceniu stosownego myta ruszyliśmy w dalszą drogę. Jakieś 20 km później znaleźliśmy się w następującej sytuacji:


Pojazd oznakowany jako A to ja, z kolei pojazdem B poruszał się pewien wąsaty idiota o którym szerzej za chwile. Aaa i te małe różowe kropki to skutery, rowery i riksze. W każdym razie jak widać wyraźnie na rysunku pojazd A, czyli ja, porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym z prędkością ok 60 km/h (przy ich stanie dróg i natężeniu skuterów to tak jakby jechać traktorem 480 km/h po orance, ale mniejsza w to) natomiast pojazd B, jak sie chwile pozniej przekonalem, chciałby dostać się do tej piaszczystej polnej drogi znajdującej się po lewej stronie. Jak się później okazało według miejscowych kretynów - strużów prawa, miejsce w którym sie znajdowaliśmy to skrzyżowanie....

W każdym bądź razie gdy bylismy w odleglosci jakis 10 m od tej przerwy w betonowym płocie oddzielającym dwa pasy jezdni, ten wąsaty pleśniak nad wyrost nazywany kierowcą pojazdu B, ni to z dupy ni z pietruchy włączył klakson i WJEBAŁ nam się przed maskę. Wyglądało to mniej więcej tak:


Podobno ludziom w takich momentach całe życie przelatuje przed oczami. Mi nie przeleciało. Po prostu powiedziałem sobie pod nosem "kurwa ci mać" i klasnąłem w dłonie. Przynajmniej tak mi sie wydaję bo następne co się wydarzyło to:


No serio nie wiem co było potem, pojęcia nie mam. Jako że nie mam ogólnie w zwyczaju zapinania pasów to trochę mną pozamiatało po całym obitym miękką skórą wnętrzu. W każdym bądż razie jak już się ocknąłem to się skapnąłem że chyba z autem jest nieciekawie bo przód był jakoś dziwnie zawinięty do góry a poduszka kierowcy wystrzelona w piździec wraz z zagłówkiem fotela. Swoją drogą sam fotel był jakoś dziwnie obrócony w moją stronę. No i brakowało też kierowcy...

Jako że z moimi drzwiami było wszystko w porządku to wygramoliłem się na zewnątrz i wtedy dopiero zauważyłem ogrom destrukcji i fakt że krew mi kapie z głowy jak z węża strażackiego. Okazało się to na szczęście tylko niegroźnym rozcięciem które załatwiłem tymi plastrowymi szwami znalezionymi w apteczce, ogólnie wyszedłem z tego bez szwanku. Co innego kierowca - tak mu sie ciśnienie podniosło że nawet nie zauważył że wskutek zderzenia połamał kości w stopie i tak przypieprzył ręką w szybę że złamał chyba z 50 kości w nadgarstku. Jednak w owym momencie wydawało się  to mieć dla niego powiedzmy drugoplanowe znaczenie. Kolega z wyrazem mordu na twarzy i kluczem do zmieniania kół w ręku, pokuśtykał w stronę tego wąsatego bęcwała co nam wyjechał na drogę i  w sumie zamiast sprawdzić czy wszystko z nim w porządku to zaczął napier**dalać mu tym kluczem po dachu. Co najlepsze dla 15 tys zgromadzonych w około ludzi sytuacja wydawała się być jak najbardziej normalną. Ja niestety przez najbliższą godzinę, czyli do czasu aż przyjechała policja, za którą jedynie15 minut później, pogotowie, nie miałem najmniejszego pojęcia o co biega.

Dopiero łaskawy pan Sztabowy w turbanie wyjaśnił mi łaskawie iż "wygląda na to iż nie ustąpiliśmy pierwszeństwa temu wąsatemu hu*jowi". Który to, notabene, jak tylko mój kierowca zorientował się, że ma kilkanaście kości więcej niż dotychczas i musi się prędko ewakuować na pobocze, zaczął bezwłocznie drzeć na mnie morde w jednym z 16 milionów tutejszych dialektów, którego akurat przypadkiem nie rozumiałem. No co za debil to naprawde... Aż żałuje że nie pozwoliłem mojemu driverowi go tym kluczem zaciupać.

W każdym razie pare minut później przyjechało pogotowie, ale jak już zdałem sobie sprawę że nic strasznego mi nie grozi to nawet nie pozwoliłem im się dotknąć. Znam chyba z 10 osób co trafiły tu do szpitala z zatruciem żołądkowym a wyszły po 3 tygodniach z żółtaczką typu B. Niestety, nie udało mi się uratować mojego kierowcy i zapakowali go do tego tutejszego odpowiednika Nysy i tyle go widziałem.

No ale żeby było śmieszniej czekała mnie jeszcze jedna rozmowa z kretynem policjantem i tym wąsatym kapuśniakiem - (daj Bóg na niego wszelkie plagi egipskie ześle).

Podsumowując - nie wiem jak oni do tego doszli, ale ustalili że to była NASZA WINA!!! Mieliśmy świadków mówiących że koleś nam się dosłownie wbił pod maskę w ostatniej sekundzie. Nic nie przegada. Korronym argumentem było to że ten wąsaty kapucyn Włączył Klakson. A jak włączył - to H*j, trzeba ustąpić żeby nie wiem co. Zwłaszcza na skrzyżowaniu.....

Dlatego też pamiętaj, Mój Drogi i Ewentualny Czytelniku - nigdy nie podważaj mocy KLAKSONU!!

ps. Oczywiście się z tak poronionym wyrokiem nie zgodziłem i sprawa trafi do sądu. I'll keep u updated!

pozdrawiam,
Marketing Officer, Indie

Tuesday, 14 June 2011

I jeszcze jedna małą prośba...

Drogi Ewentualny Czytelniku,

wygląda na to iż Nowa Prawica podchodzi do zbliżających się wyborów na serio*, także zgodnie z tym co obiecałem, zamierzam aktywnie się do tego przyłączyć. Jako iż do Ojczyzny zjeżdżam dopiero za miesiąc to jedyne co mogę teraz zrobić to prosić Cię, Mój Drogi i Ewentualny Czytelniku o "polubienie" oficjalnego profilu Kongresu Nowej Prawicy na Facebook'u :

http://www.facebook.com/KongresNowejPrawicy

Na chwile obecną brakuje nam jedynie 300 kliknięć by pobić Nazistów (narodowych socjalistów) z PiS'u!! Do klikania!


* czy to tak na serio to nie jestem przekonany. Ostatnio zwróciłem uwagę na fantastyczne wliczenia jakiegoś czopka z zarządu KNP typu ""tyle i tyle osób skseruje plakat tyle i tyle razy to trafimy do 10 mln osób". No skoro Nowa Prawica chce kogokolwiek zachęcić do oddania nań głosu skesorwanym, byle jakim plakatem, to ja sie musze jeszcze chyba mocno zastanowić...

w każym bądź razie...

pozdrawiam,
Marketing Officer, Indie

Monday, 13 June 2011

Odyseja komiczna 2032

Niedroga i banalna Gazeto Wybiórcza,

nazywam się Robert Biedronka i chciałbym się podzielić z Tobą i twoimi czytelnikami następującym problemem...

Otóż, od jakiegoś roku jestem w szczęsliwym związku partnerskim z moją najukochańszą kozą Elżbietą. Jest to cudowna kobieta o niesamowitych, hipnotyzujących różkach, fantastycznej bródce i kopytkach za które dałbym się posiekać. Jesteśmy razem niezwykle szczęśliwi i zdecydowaliśmy się iż w tym roku będziemy starać się o dziecko. Niestety, jako iż Elżbieta przeszła ciężką operację usunięcia jajników zmuszeni byliśmy szukać surogatki. Na całe szczęście nasza znajoma klacz zgodziła się udostępnić nam swoją macicę na najblizsze kilka miesięcy także, jeśli jeśli Bóg pobłogosławi, już niedługo nasza małą rodzinka się powiększy. Zgodnie z tym co powiedzieli nam lekarze największe szanse zapłodnienia mamy stosując metody naturalne, także prawdę mówiąc jestem nieco podekscytowany. Nie o tym jednak chciałem mówić.

Odkąd nasi sąsiedzi, (którzy podają się za tradycjną, katolicką rodzinę homosexualną!) dowiedzieli się o prawdziwych stosunkach łączących mnie i moją kozę doświadczyliśmy wielu, niezwykle krzywdzących aktów agresjii i Zoofobii. Wielu z nich wyzywa nas od pedałów, zoofilów, często przynoszą pogardliwie pęczki pietruszki, szczypiorku i rzodkiewki dla mojej żony Elżbiety, a ich adoptowane dzieci bezczelnie głaszczą moją żonę po bródce, i to nierzadko w miejscach publicznych!! Co więcej - nie dalej jak dwa tygodnie temu, właśnie gdy czekaliśmy na przyjazd autobusu do Pcimia Dolnego, podeszła do nas jakaś stara, zboczona heterosexualna kobieta  z wiaderkiem i propozycją pomocy przy dojeniu mojej najukochańszej Elżbiety!

Lecz to nie koniec, praktycznie gdziekolwiek się nie pojawimy spotykamy się z jawnymi przejawami dyskryminacji, homofobii i mowy nienawiści! Nie ważne czy to w supermarkecie (gdzie nie ma wózków dostosowanych do osób 4-kopytnych a produkty są zaprojektowane tak by nie było możliwe ich ściągnięcie bez przeciwstawnego kciuka!!), pracy (np. żona ma problemy z zalogowaniem się do swojego komputera, jako iż nie może przejść przez kontrolę czytnika linii papilarnych) czy nie mówiąc już nawet o szpitalach gdzie oficjalnie i to zgodnie z prawem (!!) jesteśmy każdorazowo bezczelnie odrzucani i odsyłani do Weterynarza (sic!!) w związku z legalnym w świetle konstytucji przepisie o zakazie wprowadzania zwierząt na teren szpitalny. Jak długo będziemy jeszcze cierpieć takie traktowanie?

Drogi redaktorze - Żyjemy w ciągłym stresie, jesteśmy bez przerwy zastraszani a policja w ogóle nie reaguje na nasze zażalenia. Społeczeństwo homosexualne nadal nas nie akceptuje - jak pokazują badania ponad 80% badanych jest przeciwna jakimkolwiek marszom równości na rzecz równouprawnienia Zoosexualistów czy nawet najmniejszym formom okazywania przez nas uczuć (!!) tłumacząc to tym, iż "dla normalnego homosexualisty pocałunek człowieka z Kozą, Żółwiem, Jeżem czy Tasiemcem jest obrzydliwy". My musimy uświadomić społeczeństwu iż Zoosexualizm nie jest "Zboczeniem" tylko jak najbardziej naturalną orientacją sexualną! Zoosexualiści przecież istnieli od zarania dziejów - proszę tylko spojrzeć na minotaura, Satyra Fauna, czy Harpie! To są niezbite dowody występowania zoosexualizmu w naturze!

Droga Gazeto Wybiórcza - zwracacm się do Ciebie, w imieniu wszystkich Zoosexualistów w Polsce o pomoc i głębsze zaangażowanie w propagowanie wartości Zoosexualnych, walkę z nietolerancją, Zoofobią i dyskryminacją! Połóżmy wreszcie kres okrutnej mowie Nienawiści! Niech zapanuje wreszcie NORMALNOŚĆ!!

z poważaniem Rober Biedronka!

Ps. Załączam zdjęcie małżonki:



Sunday, 12 June 2011

Abonent jest poza zasięgiem.

Drogi Ewentualny Czytelniku,


od kilku dni przebywam na dość ważnej wyprawie biznesowej, z tego też względu mój terminarz jest bardzo napięty. Jeśli uda mi sie zakwaterować w jakimś porządnym miejscu z dostępem do internetu postaram się wtedy naskrobać nowego posta, jednak tutaj czasem nawet 5 gwiazdkowce nie mają wireless w standardzie. Tak czy inaczej powinienem być z powrotem w przyszły piątek.

pozdrawiam,
Marketing Officer, Indie




Thursday, 31 March 2011

Słodkie Kuleczki

Drodzy Ewentualni Czytelnicy,

Dziś tylko taki krótki post bo mam mega mało czasu. W sumie to miałem nic nie pisać ale akurat jestem po lunch break'u i tak mnie natchnęło....

otóż jak zapewne niektórzy z was się domyślają pomieszkuję sobie ostatnimi czasy w Indiach i co tu będe ukrywał, kocham to miejsce. Zawsze jak mam przerwe na kawe to wpada taki mały chłopaczek - na oko 5-6 lat- i przynosi różnego rodzaju słodkości - np takie małe, super słodkie kuleczki Ladoo, czy też Gulab Jamun. No po proste niebo w gębie. Zawsze świeże, pyszne i zawsze punktualnie o 2.30 pm. 

Robi je jego mama i dwie siostry, bardzo uczciwe i pracowite kobiety, a sprzedają to tak tanio że pojęcia nie mam gdzie oni mają z tego zysk. No ale najwidoczniej jakiś tam mają. Może nie za duży bo widząc po chłopaczka ubraniach nie wiedzie im się najlepiej, jednak żyją godnie i schludnie. Jako że ich ich ojciec nie zyje od kilku lat muszą niestety radzić sobie sami. Co więcej nie jest to jedyna rodzina zarabiająca pieniądze w taki sposób - tylko w moim miescie jest ich kilkadziesiąt. Konkurencja więc jest olbrzymia a market nie taki znowu wielki. 

I ta cudowna rodzina zdają sobie dskonale sprawę że jeśli ich kuleczki będą nieświeże, niesmaczne, za drogie, lub jeśli ktoś nie daj boże sie po nich pochoruje to nikt już więcej nie będzie ich kuleczek kupował i czeka ich głód kicz i popielina i, pewnikiem, śmierć głodowa w bramie. Dlatego w ich najlepszym interesie jest bym ja długo żył w zdrowiu i opychał się ich kuleczkami w nieskonczoność.

Jaki z tego morał? No co najmniej kilka:

1. Skoro 5-6 letnie dziecko może pracować żeby pomóc swojej mamie utrzymać rodzine to już na pewno 13 letni koń może do roboty zapierdalać!! Ale nieee po cooo?! Praca jest dla DZIECI szkodliwa!! DZIECI KU*WA jego mać - niektórych 13 latków to bym się bał na ulicy spotkać. I lepiej żeby taki siedział pod blokiem z menelami, albo kradł portmonetki. I sory za populizm ale to akurat prawda - praca nie szkodzi - praca hartuje! 

2. Proszę zauważyć jak szkodliwa dla nas jest obecność SANEPIDU! Jeśli jedzenie jest niesmaczne lub sie potrujemy to po prostu właściciel baru/restauracji zbankrutuje i tyle! Jednak dzięki temu że mamy sanepid nic takiego nie ma miejsca. Po pierwsze nie ma ani wolnej konkurencji, ani, co ważniejsze SWOBODY WEJŚCIA NA RYNEK!! Aby otworzyć punkt gastronomiczny w polsce trzeba wydać dziesiątki tysięcy złotych na sprzęt, szkolenia i spełnianie jakichś kurewsko debilnych procedur typu okap ma być dwa metry od zlewozmywaka, a kaloryfer 4 od zamrażarki.W dzisiejszych czasach wystarczy mieć dużo hajsu żeby otworzyć restauracje, a SANEPID już się zatroszczy żebyśmy nie mieli za dużo konkurencji. A jak nie ma konkurencji to ani sie nie musimy starać żeby jedzenie było dobrej jakości, ani żeby ceny były jakoś specjalnie wyśubowane. Jacyś tam klienci i tak przyjdą.

Przez SANEPID żarcie w większości restauracji nie nadaje się do spożycia a jeśli już to ceny są tak zaporowe że mało kogo na to stać. Bo oczywiście właściciel musi sobie odbić koszta "utrzymania" SANEPIDU.

Dlatego w każdym kraju w którym SANEPIDU nie ma, można sobie wtryniać tanio i smacznie a w krajach komunistycznych jak Polska trzeba bulić ciężką kase za ciulowe jadło.

3. Na wolnym rynku jest tak wygodnie że restauracja przychodzi do Ciebie sama. Nawet po nią dzwonić nie musisz.

4. Jak jesteś biedny i chcesz z tej biedy wyjść to w normalnym kraju po prostu z niej wychodzisz! Zbierasz czy tam żebrasz pare złotych, kupujesz mąkre cukier i robisz z tego pyszne kuleczki które sprzedajesz z zyskiem. Drugiego dnia kupujesz dwa razy wiecej maki i cukru i robisz dwa razy wiecej kuleczek. Trzeciego dnia 4 razy wiecej, potem 8, 16, 32 aż w końcu otwierasz drugi biznes. A po 5 latach to masz sieć ogólnokrajową i jesteś biznesman. W krajach popieprzonych pracujesz pół życia żeby nazbierać kilkadziesiąt tysięcy na spełnienie norm sanepidu, urządzenie lokalu, sprzęt i szkolenia. I drugie pół ciułasz żeby Ci i tak państwo 2/3 z tego zabrało.

Witajcie w Świecie Cywilizowanym.

pozdrawiam,

marketing offier, Indie

Saturday, 26 March 2011

Podręcznik Ruchu Drogowego w Indiach cz. 1 (dla niektórych ostatnia)


Drodzy Ewentualni Czytelnicy,

Jak zapewne niektórzy z was zauwazyli zazwyczaj podpisuje się Marketing Officer, Indie. Dlaczego Marketing Officer to opowiem może innym razem, chciałbym jednakowóż skupić się dzisiaj na drugiej części mojej sygantury czyli Indiach. A własciwie na jednym z wielu ich niezwykłych aspektów.

Jako iż od jakiegoś czasu mam niebywałą przyjemność prowadzić wszelkiej maści pojazdy wielokołowe po indyjskich drogach i bezdrożach postanowiłem podzielić się moją wiedzą i doswiadczeniem z Tobą, Mój Drogi i Ewentualny Czytelniku, pisząc ten oto Podręcznik Ruchu Drogowego w Indiach, by zaoszczędzić Ci zdrowia i kłopotów na wypadek Twojej Drogiej i Ewentualnej Podróży w te strony.

Jako iż jest to pierwszy z serii poradników wchodzących w skład mojego Podręcznika, muszę zacząć od rzeczy najbardziej podstawowych.

1.   Budowa pojazdu.

Podczas mojego pobytu spotkałem się byłem już z wieloma typami pojazdów – od dwukołowych skuterów z dospawanymi dodatkowymi 3 kołami wspomagającymi, przez seryjnie produkowane 3 kołowe riksze, po 18 kołowe monstra używane przy budowie dróg. Jednak nie ilość kół jest tu najważniejsza. Dla przeciętnego posiadacza pojazdu wielkołowego najważniejszą częścią wehikułu jest klakson. Tak, klakson! Podobnież jak u nas klasę samochodu wyznacza się na podstawie tak błahych jednostek jak pojemność silnika, ilość koniów mechanicznych, czy też posługując się tzw „wskaźniekiem IMNL” (Ile Ma Na Liczniku) tak tutaj jakość pojazdu ocenia się na podstawie barwy, tonu i ilości decybeli wytwarzanych przez wehikułowy klakson.

2.       Kodeks Ruchu Drogowego.

Otóż Cały zbiór przepisów można streścić do tego jednego przedmiotu – Klaksonu. Jest to o tyle istotne iż klakson w Indyjskim ruchu drogowym ma działanie podobne do kasownika w zapisie nutowym, - raz wciśnięty kasuje wszystkie przepisy. I tak wolno Ci wjechać np z drogi podporządkowanej na główną bez najmniejszej nawet utraty prędkości, pod warunkiem iż od co najmniej 100 m wciskasz klakson oburącz. Podobnież jest ze wszystkim, np zamiast kierunkowskazu wciska się tu klakson nie ważne czy skręcasz, omijasz czy wymijasz, w nocy zamiast świateł wciskasz klakson. No chyba że ktoś Ci wyskoczył nagle na ulice to po prostu dodajesz gazu.

Co do wymijania – tak naprawde to nigdy nie wiesz czy właśnie wymijasz czy jesteś wymijany. Wymijanie w Indiach nie jest manewrem! Coś takiego jak wymijanie na trzeciego w ogóle nie istnieje! Kazdy rodzaj wymijania do wymijania na siódmego włącznie jest absolutnie książkowym manewrem, niedołącznie związanym z przepisową jazdą. Oczywiście o ile odpowiednio głośno oznajmiamy naszą obecność klaksonem.

Jedyną wartą zapamiętania zasadą jest zachowanie przy Sygnalizacji Świetlnej. Otóż podczas wjazdu na skrzyżowanie z Sygnalizacją Świetlną nalezy zachować szczególną ostrożność. Zwłaszcza iż Sygnalizacje te są wyposażone w specjalne zegary oznajmiające jak dużo czasu pozostało do zmiany Światła. Prawidłowe zachowanie na światłach wygląda tak:

Swiatło Czerwone: Wciskamy Klakson i przejeżdżamy
Światło Pomarańczowe: Wciskamy Klakson i przejeżdżamy z zachowaniem Szczególnej ostrożności
Światło Zielone: Gwałtownie Hamujemy, Wciskamy Klakson I KIERUNKOWSKAZ! przejeżdżamy z zachowaniem Szczególnej ostrożności (to jedyna sytuacja w której kierunkowskaz jest wymagany)

No i wypadałoby dodać że oficjalnie ruch jest lewostronny i kierowcy w zdecydowanej większości (~60% - ~70 %) starają się przestrzegać tej zasady. Przypadki jazdy pod prąd z reguły nie przekraczają 30-40 %.

3.       Podstawowe Manewry.

Jako że przepisy omówiłem niezwykle szczegółowo w poprzedniej sekcji, w tej jak i w dalszych częściach mojego kursu będę starał się szczegółowo opisać różnorakie manewry, których opanowanie jest niezbędne do prawidłowego i bezpiecznego poruszania się po indyjskich drogach.

Sytuacja nr 1.

Poruszamy się samochodem osobowym. Przed nami jadą dwa autobusy, z naprzeciwka jedzie autobus nr 3 (patrz ilustracja nr 1). Naszym zadaniem jest wyprzedzić obydwa autobusy (nr 1&2) i nie zderzyć się czołowo z autobusem nadjeżdzającym prawym pasem (nr 3).

                                                                                                                                               ilustracja nr 1

Bezpieczne wykonanie manewru.


Przed rozpoczęciem manewru koniecznie upewnij się iż przewozisz co najmniej dwukrotnie więcej pasażerów niż dozwolone przez prawo oraz iż twój klakson jest sprawny. Wyczekując na moment w którym prawdopodobieństwo zderzenia z autobusem nadjeżdżającym z naprzeciwka wyniesie co najmniej 95% pozwól autobusowi nr 1 rozpocząć manewr wyprzedzania autobusu nr 2. Gdy autobus nr 1 zrówna się z autobusem nr 2 wciśnij klakson, i nie puszczając, rozpocznij manewr wyprzedzania.


                                                                                                           ilustracja nr 2

W momencie gdy prawdopodobieństwo zderzenia wynosi już 99% szybko wciśnij się pomiędzy autobus nr 2 i 1, przez co wymijając autobus nr 2 i jednocześnie wyprzedzając autobus nr 1 z lewej strony przez co spychając autobus nr 3 do rowu.

                                                                                                           ilustracja nr 3

Manewr ten należy do grupy zachowań podstawowych i jest z powodzeniem stosowany nawet przez mało doświadczonych kierowców. Bardziej zaawansowani są w stanie wykonywać ten manewr przy udziale skomplikowanych układów, składających się z kilkunastu ciężarówek, autobusów, cystern i pociągów oraz setek tysięcy rodzin na skuterach.

Mam nadziejże iż pierwsza część mojego kursu okaże się dla Ciebie przydatna, Mój Drogi i Ewentualny Czytelniku, i nieraz pozwoli Ci wyjechać na prostą. Już dziś zapraszam Cię następną część kursu, która to ukaże się niebawem. Stosunkowo.

Pozdrawiam czule,
Marketing Officer, Indie.